#3. Przepis na szczęście – brak przepisu

Jest nam trudno nie narzucać innym ludziom sposobów osiągania szczęścia. Nie mogę oceniać nikogo. Jeśli ten człowiek znalazł w chipsach i programach telewizyjnych harmonię, niech je chipsy i ogląda telewizję. Nie mamy podstaw, by komuś komunikować, że są jakieś czynności, które są bardziej właściwie i przynoszą więcej sensu. Owa wypowiedź zaczerpnięta została z wywiadu z niejakim Paul’em Dolan’em, autorem książki Zaprojektuj swoje szczęścieCzłowieka nie znam, książki nie czytałam, a mój projekt na szczęście to kawa, czekolada i milion dolarów, także nie wiem czego nowego miałabym się dowiedzieć od Paul’a.
Ale tak serio.
Kiedyś był taki trochę szał na produktywność, spanie po trzy godziny na dobę,
picie trzynastu kaw dziennie i narzekanie, że „doba powinna trwać 48 godzin”.
Potem nastał czas slow motion i popularne magazyny psychologiczne
zaczęły się rozpisywać na temat treningu mindfulness, jogi czy cichej medytacji, tzw. zen (patrząc na kasjerki w spożywczakach, niektóre z nich wzięły sobie temat spokoju wewnętrznego głęboko do serca). I tak jak wszystko co związane z buddyzmem jest mi obce i obce w praktyce pozostanie, tak ze zwolnieniem tempa zgadzam się w procentach stu. Zdrowiej dla umysłu, zdrowiej dla organizmu. Mało kogo trzeba przekonywać.
W dalszym jednak ciągu widać takie parcie na aktywności, które dają widoczny skutek w życiu. Ludzie oceniają innych przez pryzmat ich osiągnięć, a jeśli nie są one widoczne, to pewnie dany człowiek do niczego nie dąży i na pewno musi być z tego powodu ogromnie nieszczęśliwy.

A po co musi dążyć? Po co musi mieć cele? Może mu wygodnie na tej kanapie, przed tym telewizorem? Może to go czyni spełnionym? Pisząc to, osobiście mam ochotę parsknąć śmiechem, bo sama sobie tego w swoim życiu nie wyobrażam, ale szanuję inny styl życia. Nie każdy musi „osiągać szczyty”, niektórym wystarczy osiągać kolejny poziom w grze czy wiedzę na temat losów rodziny Kiepskich, co jest powszechnie uważane za mało konstruktywne zajęcie. I spoko.
Paul w dalszej części wywiadu mówi: Z badań wynika, że natłok informacji obniża nasz poziom szczęścia i produktywność oraz wyczerpuje energię. Potwierdza to raport firmy doradczej Deloitte, z którego wynika, że natłok informacji wpływa na obniżenie produktywności pracowników w korpo. I co powiecie, produktywni? Poleżcie sobie czasami na tej kanapie.

Nie zachęcam do bierności w waszym życiu. Dla mnie przykład osoby, która 24/7 nie robi nic konstruktywnego jest przykładem skrajnym i raczej rzadko się zdarza. Jednak, oprócz tego, by znaleźć swój własny złoty środek we wszelkich życiowych działaniach (tych skierowanych na cel) warto nie ulegać presji, że „coś się powinno” robić. Każdemu co innego sprawia radość, każdy czuje się spełniony dzięki czemu innemu.
Nie oceniajmy innych i sami też miejmy wolność w tej dziedzinie. 😉

Reklamy

9 comments

  1. Tytuł postu mnie zaintrygował (ciekawe dlaczego? 😀), więc dodam coś od siebie. Nie ma przepisu na szczęście, który odpowiadałby wszystkim. Bo każdy ma swoje ulubione „składniki”. Dla jednego szczęściem będzie praca a dla drugiego wylegiwanie się na kanapie i oglądanie telewizji. Jestem przeciwna narzucaniu komuś tego, co ma robić ze swoim życiem. Sama ciagle szukam swojego „przepisu” i go modyfikuje. Może kiedyś się uda. 😃

    Lubię to

      • Hahaha, no tak! 😀 Powiem Ci, że zarówno post jak i jego tytuł napisałam zanim jeszcze uświadomiłam sobie, że skomentowałam innego bloga o całkiem… zbliżonej nazwie co tytuł posta 😀 Ale widzisz, cieszę się, że mamy takie samo zdanie. Niektórzy często o tym zapominają i dają się ponieść temu co aktualnie jest „modne”, nie zwracając uwagi czy daje im to prawdziwą satysfakcję w życiu czy nie..

        Lubię to

  2. Fajny wpis, choć z tytułem się nie zgodzę. Przepis na szczęście JEST, każdy ma swój. To tak jak z ciasteczkami, rzadko zdarza się, że spotkasz drugą osobę, która robi ciasteczka tak samo jak Ty. 🙂
    Poza tym są pewne psychologiczne prawdy, których nie da się ominąć. Taka nasza natura. Wystarczy popatrzeć na piramidę Maslowa. Oczywiście tam są potrzeby, a czym jest potrzeba, jak nie celem? Pewnego rodzaju szczęściem… 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Wiesz co jest najgorsze? Pamiętam czasy swojego liceum, dwa lata temu. Trzecia klasa. Nikt nie wiedział co chce robić w życiu. Śmiali się z naszego wychowawcy, który był (i jest) jednocześnie coachem. On jedyny w całej tej pozbawionej sensu, z niewidocznym dopiskiem KATOLICKA szkole chciał pomóc nam odnaleźć w życiu to, co mogłoby nas zadowolić. Śmiali się z niego, ja jedyna zostawałam po lekcjach i rozmawiałam. Bo nie wiedziałam co, bo wszystko wydawało mi się beznadziejne. I jako jedyna, teraz wiem że dzięki niemu, miałam jakikolwiek plan na życie. Plan pięcioletni, który co prawda zmienił się, ale przez to, że będąc sobą (a nie udając jak robiłam to większość życia, może nie udawać a ukrywać byłoby tu odpowiednim słowem) odnalazłam swojego przyszłego męża.

    I smutne jest to, że ja potrafiłam sobie powiedzieć NIE, powiedzieć TAK. Zmienić coś, postanowić. Za 18 dni wychodzę za mąż. Za 2 lata będę cieszyć się z tytułu inżyniera. A Oni? Przeglądam czasami Facebooka i dążą dosłownie do niczego.

    Lubię to

    • Brawo Ty 🙂
      Ludzi, których NA PRAWDĘ interesuje ZMIANA w życiu jest stosunkowo mało. Bardzo dużo wśród nas konformistów, dużo ludzi, którzy płyną z prądem i niewiele wymagają od życia. No, ale cóż, nie warto nawet analizować takich ludzi, nie chcą, nie muszą, może brak celu w ich życiu nie stanowi dla nich powodu do przemyśleń/smutku czy zmian. Musimy patrzeć na tych co wyżej. To truizmy, ja to wiem, ale zbyt bardzo skupiamy się na innych, tych „teoretycznie” (bo tak na prawdę nie wiemy z czym się zmagają) niżej od nas. Nie oceniać, nie krytykować, zająć się swoimi celami. Ja na przykład, jakiś czas temu, przestawiłam swój tryb życia (czyt. zdrowe odżywianie/treningi/basen). Moje drugie podejście, kiedyś dużo ćwiczyłam i bardzo zdrowo jadłam. No ale do czego zmierzam, to zauważyłam, że od tamtego czasu zwiększyła się krytyka wobec ludzi, którzy chcą zmienić swój styl odżywiania/sylwetkę. Czujesz? Krytykuje się kogoś, kto chce dla siebie LEPIEJ? Dla mnie to jest niewyobrażalne. Hejtem się nie przejmuję, bo robię swoje i robię to dla siebie, ale to co się aktualnie dzieje to, w niektórych środowiskach, wręcz POCHWAŁA bierności. Przykre. Ale niech to nas nie spycha w dół, ale ciągnie do góry. Powodzenia na studiach, no i gratulacje z powodu ślubu! ❤ Pozdrawiam :)))

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s