#5. Dlaczego coaching wzbudza śmiech?

Tournée po pubach. W końcu jest! Jest miejsce dla ciebie i piątki twoich znajomych. No więc drinki, ogłuszająca muzyka, taniec, czasem śpiew, jak tych drinków już trochę więcej. Pojawiają się znajomi znajomych, dosiadają się, poznajecie się i przychodzi czas na typowe pytanie A co studiujesz?, jako iż mamy studentów w Polsce ilość przerażająco ogromną i małe prawdopodobieństwo, że trafimy na nie-studenta.
Zazwyczaj więc odpowiadasz i rozmowa toczy się dalej. Ja jednak studiuję Doradztwo filozoficzne i coaching. I u mnie rzadko rozmowa kończy się na dietach, obecnej władzy w Polsce czy nowym chłopaku wspólnej koleżanki. Słowo „coaching” wzbudza często duże zainteresowanie i równie często.. śmiech. Dlaczego?

Jakbym miała Wam odpowiedzieć tak jak odpowiadają mi moi śmiejący się rozmówcy, ten post nie byłby za długi. Bo śmieje się Internet. Bo śmieje się kolega obok. Bo śmieszni są ci trenerzy motywacyjni, co myślą, że wiedzą wszystko, a w rzeczywistości nie wiedzą nic. To ja się pytam wtedy A co to jest coaching? I śmiech stopniowo ustaje, by ustąpić miejsca zdezorientowaniu.

NIEWIEDZA

Ludzie mylą pojęcia. Może ty dobrze wiesz co znaczy coaching. Może nawet uczestniczyłeś w prawdziwej sesji coachingowej, ale to się u ciebie jakimś cudem nie sprawdza. Wtedy masz prawo krytykować. Ale takiej osoby nigdy nie poznałam. Na pytanie Czym według ciebie jest coaching słyszę wszelkie pochodne psychologii, psychiatrii, mentoringu i doradztwa, a nawet mediacji. Coaching niewiele ma z powyższym wspólnego. Coaching zakłada, że to klient wie co ma zrobić. Przecież sam zna się najlepiej na samym sobie. Coach dzięki odpowiednim PYTANIOM i TYLKO PYTANIOM ma mu pomóc do tego dojść. Gdzie tu jakiekolwiek doradztwo?

JEST COACHING I COACHING

Często o tym mówię. Może ktoś z was miał do czynienia z pewnego rodzaju coachami, którzy łamali podstawowe zasady coachingu bądź z tzw. trenerami motywacyjnymi, którzy byli w swoich przemówieniach mało przekonujący czy wręcz mało życiowi i niepraktyczni. Duże prawdopodobieństwo, że taka osoba zapłaciła 15 tysięcy za kurs i po pięciu dniach ma papier, którym macha wszystkim przed oczyma udowadniając, że jest coachem najwyższej rangi. Kilka sesji i koszt kursu mu się zwróci. Kilka kolejnych sesji i może lecieć na Hawaje popijać drinki z palemką. Nie dajcie się nabrać. Trzeba wiele się nauczyć i zmienić w SAMYM SOBIE, by stać się dobrym coachem. I taka zmiana wymaga pracy i wkładu czasu, czyli wielu miesięcy, jak nie lat.

SESJE INDYWIDUALNE A WYKŁADY MOTYWACYJNE

Trzeba to rozróżnić. Kiyosaki, Robbins, Tracy. Piszą fajne książki i motywują ludzi do działania poprzez mowy motywacyjne. To jednak nie jest coaching. To może być dobre podłoże coachingu. Jeśli jednak coach ma wydobyć z klienta to, co pomoże mu np. w realizacji jakiegoś celu bądź przezwyciężenia jakiegoś problemu, to jak ma to zrobić, gdy ma przed sobą pięć tysięcy osób. Rzuca więc „keep smiling”, „keep going”, narysuje dwa grafy na tablicy, pomacha ręką, wiecie, mowa ciała i te sprawy i CO DALEJ? Dalej kwestia indywidualna każdej z pięciu tysięcy osób na sali. Może zapiszą się na coaching grupowy, bądź na sesję indywidualną. Mówca motywacyjny musi trochę klepać frazesy, bo stojąc na scenie ma przed sobą różnorodność składającą się z pięciu tysięcy różnych problemów, podejść do życia, wartości i celów.

Dla mnie opinia nadająca się do publikacji nie musi równać się opinii pozytywnej. Można źle sądzić o coachingu. I przez ten post nie chciałam nikogo do niego „przekonać”. Chciałam jednak, byście po zasięgnięciu wystarczającej wiedzy umieli uzasadnić swoją reakcję. A śmiejąc się z racji, że śmieje się ktoś inny.. Przepraszam, ale od małpek nie pochodzimy, zwierzątkami nie jesteśmy i każdy ma rozum, a do tego, może kogoś zaskoczę, ale każdy ma swój. 😉 Naśladownictwo i do tego tak nieprzemyślane rodzi swoje negatywne konsekwencje.

Reklamy

24 comments

  1. Bardzo ciekawy post. 🙂 Sama kiedyś chciałam (w sumie to nadal chcę) być mówcą motywacyjnym. Może nie przeżyłam nie wiadomo ile lat, ale mam swój bagaż doświadczeń i zawsze chciałam pomagać ludziom i ich motywować. Może kiedyś się uda. A coaching nigdy nie wzbudzał we mnie śmiechu. Zajęcie jak każde inne. Jeżeli komuś to pomaga, to niech z tego korzysta. Wyśmiewać się z czegoś/kogoś jest łatwo, trudniej powiedzieć dlaczego się śmiejemy. 🙂 Mogłabyś napisać osobny post o tym jak mniej więcej wyglądają Twoje studia? Bardzo mnie to ciekawi. 🙂
    Pozdrawiam!

    Lubię to

    • Dzięki za komentarz! Powodzenia w planach, mówców motywacyjnych nigdy nie za dużo! Co do posta o studiach, jak najbardziej taki powstanie, ale jest jeszcze na to trochę za wcześnie. Co prawda o coachingu samym w sobie trochę już wiem, bo interesuję się tym od dłuższego czasu, natomiast co do studiów, dopiero półtora miesiąca za mną.. Ale kiedyś jasne. Również Cię pozdrawiam 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. To już tak jest z tym coachingiem… Ja sama jestem coachem, właściwie to life-coachem 😀 i co chwile słyszę teksty: „aaa psycholog… terapeuta..”, albo „wyłudzasz pieniądze, a g***o wiesz”. Tak to już bywa w tym hmmm… zawodzie, jeśli to tak można nazwać 🙂 Poza tym Polacy to bardzo ciężki naród i trudno im wytłumaczyć co to jest, bo we wszystkim widzą podstęp i wyłudzanie pieniędzy. Kiedyś kobieta mi się spytała czy mam sesje za darmo. Ja powiedziałam, że tylko pierwsza sesja jest za darmo, a ona: „No tak… za wszystko trzeba płacić!”, a ja na to: „A jak Pani idzie do sklepu po kilo truskawek, spróbuje pani jedną za darmo, to resztę też pani bierze gratis?” Nie odpowiedziała… 😀
    Pozdrawiam! 🙂

    Lubię to

    • Dokładnie. Polska ciężkim narodem. Chciałabym się z tym nie zgadzać, ale trochę tak jest. Może i z tego wynika też niechęć do coachingu czy po prostu szeroko pojętej zmiany. Polacy nie potrzebują wiele, nie mierzą wyżej, nie wierzą w siebie. Przykre. Bądźmy jednak zmianą, którą sami chcemy widzieć!
      Co do, pozwolę sobie przejść na Ty, Twojego komentarza, teksty typu „Wyłudzasz pieniądze, a gówno wiesz” są dla mnie ewidentną niewiedzą na temat coachingu.. Coach nie musi nic wiedzieć. Z tego co wiem to mentor musi być obeznany z dziedziną w której klient się porusza. A chciałam jeszcze zapytać, co skończyłaś? Tak z czystej ciekawości 🙂

      Lubię to

      • Hmm.. no tak.. coach nie musi nic wiedzieć jeśli chodzi o dany problem, sytuację życiową itp., musi za to znać techniki, które pomogą klientowi osiągnąć cel. 😀 Więc jakaś tam minimalna wiedza jest… hahahahha 😀
        Kończyłam psychologię biznesu. 🙂 I właśnie dzięki temu kierunkowi studiów zostałam coachem.

        Polubione przez 1 osoba

  3. Coaching sam w sobie jest naprawde fajną i ciekawą dziedziną psychologii, jednak sporym minusem rynku jest fakt, że teraz „coachem” może być każdy. Osoby bez jakiegokolwiek doświadczenia w tym temacie podejmują się tego tematu, w efekcie czego zrażają do siebie rynek ;/

    Polubione przez 1 osoba

  4. Był taki etap w moim życiu, kiedy jeździłem na tego typu szkolenia. Były bardzo dobrze zrobione, bo np. Praktyk NLP trwał aż 15 dni podzielone na 5 zjazdów po 3. W takim wypadku można zrobić bardzo wiele w zakresie własnego rozwoju, przy czym pojechanie na tego typu szkolenia to najlepsza rzecz jaką można zrobić i zarazem najgorsza 😀

    Polubione przez 1 osoba

    • Zdarza się i tak.. Nie warto się jednak zniechęcać! To tak samo jak i z każdym innym zawodem, do średniego lekarza również można trafić.. 😉 Pozdrawiam.

      Lubię to

  5. A śmiejąc się z racji, że śmieje się ktoś inny.. Przepraszam, ale od małpek nie pochodzimy, zwierzątkami nie jesteśmy i każdy ma rozum, a do tego, może kogoś zaskoczę, ale każdy ma swój 🙂 Naśladownictwo i do tego tak nieprzemyślane rodzi swoje konsekwencje.

    Moja część, która kilka lat siedziała w naukach przyrodniczych, aż krzyknęła ze zgrozy na widok podsumowania. Dlaczego? Ponieważ objawiła się tu pewna niewiedza, którą warto od razu sprostować. 😉

    Nie mogę się z Tobą zgodzić w tych trzech kwestiach:

    1. Pochodzenie ludzi od małpek jest z punktu widzenia ewolucji logiczne i nie takie złe, jak mogłoby się wydawać. (To zawsze mogły być świnki i mielibyśmy teraz ryjki i raciczki zamiast nosków i paluszków). ^^

    2. Nasze ciała są jak najbardziej zwierzęce, więc ludzie są zwierzętami w fizycznym aspekcie.

    3. Naśladownictwo jest błędnie nazywane „małpowaniem”. To typowa cecha ludzi, że szybko podłapują i powielają dokładnie wzorce zachowań (tych negatywnych, bezsensownych, nikomu niepotrzebnych także). Dzięki temu powstała właśnie ludzka cywilizacja. 😉 Dowodzą tego wyniki wielu badań, które można znaleźć w sieci, a także obserwacja zjawisk społecznych (np. moda) czy dzieci (np. dzieci bawiące się w role dorosłych).
    Często więc okazuje się, że to ludzie są bardziej okrutni od zwierząt, bo pomimo całej swojej inteligencji potrafią niszczyć innych – nie dla zaspokojenia głodu czy w poczuciu zagrożenia życia, a dla frajdy i utrzymania tradycji (np. polowania, uboje rytualne).

    Poza tym zgadzam się z Tobą, że każdy z nas ma swój rozum i powinien nauczyć się z niego korzystać stale, a nie tylko w szczególnych przypadkach. 🙂 Śmianie się z czegokolwiek, o czym nie ma się większego pojęcia, a samemu się nigdy nie spróbowało i nie doświadczyło, zwyczajnie obnaża brak wiedzy śmiejącego się.

    I tu ja (będąc na Twoim miejscu w takiej sytuacji) bym ripostowała w stylu zaczerpniętym z bajki Krysickiego:
    Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny:
    «Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny».

    Pozdrawiam serdecznie! 😀
    Ri

    Lubię to

    • Piszę posty opierając się zazwyczaj na osobistych poglądach, tu: pogląd dotyczący ewolucji, jak dla mnie nie do przyjęcia z racji wiary w Boga i przyjęcia przekonania w powstanie świata dzięki Niemu.
      Co do zwierzątek – chcąc nie chcąc, odróżnia nas od nich posiadanie rozumu i o to mi w tej części zdania chodziło.
      Natomiast odnosząc się do Twojej uwagi dotyczącej naśladownictwa.. cóż, chodziło mi o trochę bardziej „przyziemne” naśladownictwo. Masz rację w swojej definicji tego pojęcia, jednak miałam na myśli tzw. społeczny dowód słuszności, o którym mówi słynny Cialdini w jednej z najbardziej popularnych książek dotyczących wywierania wpływu. Gdy nie wiemy co robić, patrzymy co robi większość; analogicznie, by pasowało do mojego posta: Gdy nie wiemy co myśleć, idziemy za większością.

      Aczkolwiek dziękuję Ci za Twoje uwagi, zawsze to dla mnie ciekawsze niż zwykła pochwała i zgoda. Przynajmniej coś się dzieje! 😀

      Również przesyłam pozdrowienia! 😀

      Lubię to

      • W takim razie może zaciekawi Cię także informacja, że teologowie katoliccy coraz chętniej skłaniają się do stwierdzenia, że ewolucja jest wyrazem boskiej woli stworzenia i ją realizuje. 🙂

        Zwierzątka również mają rozum (rozsądek). Nie wiem, na ile mają rozwiniętą (samo)świadomość, ale zachowania społeczne niektóre gatunki rozwinęły do dość wysokiego poziomu.
        Za to nigdy, nigdzie nie zaobserwowano, żeby zwierzęta miały kulty religijne (czyli rozwinięcia w kierunku duchowości). W tym między nami jedyna różnica. 😉 Zdolność do wiary.

        A w czym przyczyna tego podążania za większością? – W strachu przed wykluczeniem. Siedzi to w nas od naszych początków, kiedy samotność oznaczała śmierć. Więcej już wtedy znaczyło lepiej dla jednostki, tylko kontekst był troszkę inny.

        To dobrze, że piszesz zgodnie ze swoimi przekonaniami. 🙂 Twój blog jest dzięki temu prawdziwy i naprawdę Twój. A ja lubię prawdziwych, szczerych ludzi czytać. 🙂

        Lubię to

      • Nie jestem katoliczką 🙂

        Zdolność do wiary wynika właśnie ze samoświadomości, samopoznania, a to zaś wynika z posiadania rozumu. Już sam Arystoteles podzielił (ówcześnie duszę) formy na 3 rodzaje, w którym ostatni rodzaj, najwyższy to właśnie dusza rozumna, która jest przydzielona wyłącznie człowiekowi.

        Definicja „rozumu” z ot, Wikipedii: „Zdolność do operowania pojęciami abstrakcyjnymi lub zdolność analitycznego myślenia i wyciągania wniosków z przetworzonych danych. Używanie zdobytych doświadczeń do radzenia sobie w sytuacjach życiowych.”

        Kurcze, no nie pasuje mi to do zwierząt. One mają zdolności percepcyjne, mają instynkty, odruchy, coś co odpowiada „ludzkim” emocjom niższym, które odpowiadają za przetrwanie i są kontrolowane przez obwodowy układ nerwowy. To w jakiś sposób nas łączy ze zwierzętami. Ale dalej pozostaję przy swoim, apropo’s rozumu. Rozum odpowiada już za uczucia, czyli emocje wyższe, które niestety u zwierząt nie występują. Co oczywiście może być kwestią sporną jak oglądało się chociaż raz w życiu „Mój przyjaciel Hachiko” 😀

        Lubię to

      • 🙂

        I tu tkwi haczyk, bo nikt z nas nie gadał nigdy z kotem o sensie jego istnienia. Zwierzęta wydają się żyć z dnia na dzień. Nie wiemy, czy potrafią wybiegać w przyszłość dalszą od dnia, roku, czasu swojego życia… Prawdopodobnie nie, bo gdyby potrafiły i to robiły, to obserwowalibyśmy rozwijanie się kultów.

        Zwierzęta kochają. Przywiązują się, cierpią tęsknotę. Oczywiście nie wszystkie gatunki, ale niektóre jak najbardziej. Samotne karaczany potrafią z tęsknoty umrzeć. Delfiny także. Psy szukają swoich towarzyszy nawet latami.
        Może nie tworzą wielkich wynalazków, lecz czy są one im potrzebne? Wydają się szczęśliwe bez nich.
        I może w tym tkwi kolejny haczyk (bycia człowiekiem). 😉 My potrzebujemy więcej, by po prostu czuć się szczęśliwymi.

        *

        Tak jeszcze mi się przypomniało: „O psie, który jeździł koleją” – Płakałam, gdy czytałam tę opowieść.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s