#7. Motywacja – moje przemyślenia na najbardziej oklepany temat świata

Praktycznie cały dzisiejszy dzień spędziłam przed komputerem. Mimo, że mam dwa artykuły do napisania, dziesiątki kartek z notatkami ze studiów do przepisania na czysto, materiał do przyswojenia na pracę kontrolną w szkole weekendowej. Kończę czekoladę Oreo, wczoraj dwa razy byłam w McDonaldzie. Mimo, że na dniach zaczynam basen w celu schudnięcia i całe moje żywienie będzie musiało zostać zmodyfikowane. Będę dziś siedzieć przy komputerze oglądając YouTuba prawdopodobnie do 2 nocy. Mimo, że bardzo chciałabym wstawać o 6:00 rano każdego, nawet wolnego, dnia, by mieć fizycznie więcej czasu.

Powyższe przykłady są prozaiczne. Wiem co jest ich powodem i wiem, że nie będzie kosztowało mnie wiele wysiłku, by to zmienić, ponieważ jest to okres przejściowy, ale ty…
→ jeśli nie masz motywacji, by wstać rano z łóżka, bądź… wstać po południu z łóżka, bądź… wcale nie masz ochoty z niego wstawać i ten okres trwa już jakiś czas i jest połączony z rożnymi negatywnymi myślami, to chyba czas wybrać się z tym do specjalisty,
→ jeżeli nie masz motywacji do działań w życiu, typu sprzątanie, zrobienie prania czy zakupów, widocznie dobrze żyje ci się w bałaganie i o ile nie mieszkasz z rodzicami, którzy na ten nieporządek narzekają, w zasadzie można sprawę zostawić.
→ jeżeli nie masz motywacji do podejmowania ambitniejszych kroków w swoim życiu, możliwe, że nie wymagasz od życia za wiele i taka motywacja nie jest ci po prostu potrzebna. Może być jednak tak, że masz cele w swoim życiu, które chcesz osiągnąć, ale nie umiesz zabrać się za ich realizację. Miej jednak motywację czytać dalej.

Kupuję notatniki i robię w nich listy celów do zrealizowania od lat, szukam swojego powołania od lat, poznaję siebie od lat. Podejmowałam się już wielu rzeczy w moim życiu. 3/4 porzuciłam. Nie miałam motywacji? Taką diagnozę stawiasz? To porzuć taki tok myślenia. Nie oceniaj przez taki pryzmat również swojej osoby. Chcesz mieć motywację, ale czy wiesz do czego konkretnie chcesz ją mieć? Próbuj różnych rzeczy, jednak pod żadnym pozorem nie spełniaj marzeń innych! Rozważ pod każdym względem czy to, do czego uważasz, że potrzebujesz motywacji, jest naprawdę godne twojego wkładu czasu, sił i chęci.

Wiem, że to co teraz przeczytasz, to arcybanalny slogan, ale szukanie rozwiązań zamiast szukania wymówek to, mimo swojego truizmu, kwestia, której wciąż wielu z nas nie umie pojąć, a jest to kwestia nie mniej istotna co dokładne wymierzenie swojego celu, zgodnie z własnym sumieniem. A wymówki, często wymówki wyimaginowane, są ogromną przeszkodą w osiągnięciu motywacji. Nie chcę zabrzmieć jak słabo opłacany mówca motywacyjny, ale ludzie śmieją się z tego, a to jest cała prawda, że życie zależy tylko od ciebie i jeśli ty czegoś nie zrobisz, to nikt nie zrobi tego za ciebie. To jest bardzo banalne, wytrzyj sobie ekran ze śliny, bo prawdopodobnie parsknąłeś śmiechem brudząc ekran, ale czy w praktyce też wzbudza to u Ciebie taką drwinę?

Jeśli to czytasz i jesteś w większości, jesteś młodym człowiekiem, przed którym jest całe życie. Bez względu na to czy twoim celem jest wygrana w międzyosiedlowych zawodach pływackich czy dorobienie się milionów na własnym biznesie, MUSISZ codziennie robić coś, co cię do tego celu zbliży. Okoliczności negatywne mogą być okolicznościami łagodzącymi, ale nie usprawiedliwiającymi cię, że czegoś od kilku lat nie możesz nawet zacząć! Czy aby na pewno tego chcesz, jeśli nie zacząłeś robić nic w tym kierunku? Rodzina, zdrowie, pieniądze, uwierz, że każdy ma jakieś problemy, bez względu na to jak cudownie nie kreuje swojego życia pod publikę. Masz książki, masz przykłady ludzi, którzy byli w naprawdę sto razy większym bagnie niż ty i osiągnęli coś, czego teoretycznie nie powinni. Teoretycznie, czyli gdyby uwierzyli, że te okoliczności mogą być murem, którego nie da się zburzyć.

Mowy motywacyjne są w porządku, ale nie bazuj na nich, bowiem wzbudzają one niestety u ludzi jedynie iskrę, chwilowy zapłon, który mija wraz z powrotem do domu i spraw codziennych. Tak samo z kanałami na YT typu Projekt Odważ Się Żyć. To wszystko pięknie wygląda i daje niesamowitego kopa, może być więc punktem wyjścia, zaczątkiem do zmian. Musi za tym jednak iść działanie. Inaczej bardzo męczysz swoją psychikę regularnym wzbudzaniem swojej chęci, która gaśnie, równie szybko jak się pojawiła.

Konkluzja?
1. Znajdź coś czemu chcesz poświęcić swoje życie i upewnij się kilka razy, że to na pewno jest dobry (czyli w 100% twój!) wybór.
2. Nie patrz na to, że są przeszkody. Mało kiedy jest tak, by ich nie było. Spróbuj je ominąć, spróbuj znaleźć rozwiązania. Mało kiedy jest tak, by ich też nie było. 😉
3. Uwierz w siebie. Może to trudne, bo nie masz wokoło siebie kogoś kto cię zachęca.
Spróbuj zachęcić się sam. Na rynku dużo jest książek o tematyce motywacyjnej. Na rynku najlepiej sprzedających się autorów widnieją nazwiska takie jak: Robbins, Carnegie, Grzesiak, Tracy, Walkiewicz, Brett. Czytaj biografie, czytaj artykuły, oglądaj filmy, filmiki, po prostu wyszukuj sobie sam motywacji w możliwie jak największej ilości źródeł.

A ponadto… Zrób porządek w swoim życiu. Zorganizuj swój czas pod swoim kątem, tak, byś czerpał satysfakcję ze swojej własnej organizacji. Dodatkowo pozbądź się ze swojego życia osób, które w jakiś sposób cię zniechęcają, mają na ciebie zły wpływ czy są po prostu tak leniwe, że… same cię tym lenistwem zarażają. Otaczaj się, w miarę możliwości, ludźmi mądrzejszymi od ciebie, ludźmi od których możesz czerpać, ludźmi, którzy umożliwiają ci rozwój. Jeśli nie masz wsparcia w ludziach, którzy są z tobą na co dzień, postaraj się z nimi szczerze porozmawiać, tłumacząc im, że potrzebujesz ich pomocy i podpory.

No i.. nie wymagaj od siebie zbyt wiele. Nie oczekuj też cudów w krótkim czasie. Nic, co ważne w życiu nie przychodzi ot tak. Wzbudź w sobie chęć, wypisz (słowo zapisane ma moc twórczą!) kolejno kroki, nie zniechęcaj się i działaj.
To brzmi tak prosto. Ale takie też jest, jeśli ty to takim uczynisz.

Reklamy

12 comments

  1. Ostatnio chciałam mieć wiecej czasu zrobiłam sobie digital detox. Wyłączylam laptopa, telewizor telefon i spędziłam zajebisty dzień na rowerze z chłopakiem nauczyłam sie nowego przepisu. Chcieć to na prawdę móc, najgorzej jest zacząć a potem to już z górki. Pozdrawiam Cię zatem i życzę dużo motywacji.

    Polubione przez 1 osoba

  2. A ja powiem, że nic mnie tak nie zniechęciło do lenistwa i wykopało z dołka, jak właśnie wysłuchiwanie jęczącej raz za razem z jednego powodu znajomej. Jej problem był realny, ale nie nieprzekraczalny dla mnie. Próbowałam jej pomóc przez różne propozycje możliwych rozwiązań, ale wszystkie negowała, zapierając się nogami, rękami, a wracając do narzekania. Tak, jakby jej to sprawiało frajdę: zadręczanie siebie i innych rozdmuchiwanym problemem.

    Teraz, kiedy tylko zaczynam się rozleniwiać (nie mówię o jednym dniu luzu w tygodniu – czasami trzeba zrobić sobie przerwę na relaks 😉 ), narzekać w koło, a pokój przypomina częściowo zakurzoną graciarnię, to widzę ją przed oczami, jak bezsensownie sama się katuje i momentalnie „chce mi się” posprzątać ten artystyczny nieład.

    Gorzej, jeśli nie widzę sensu w danym działaniu, ale wiem, że i tak go nie uniknę, bo wymaga tego ode mnie otoczenie. Skąd do tego czerpać motywację?

    Bo jeśli chodzi o brak wiary we własne zdolności, to rzeczywiście ciężki kaliber. U mnie zadziałało zaszczepienie jej przez osobę z dalszego otoczenia. Kilkanaście razy powtórzyła, że mam talent do paru rzeczy, a ja zaczęłam o tym myśleć i po paru tygodniach coś się zmieniło w moim życiu: łatwiej przychodziło mi wstawanie, zajmowanie się czymkolwiek, a nawet moje otoczenie zaczęło dostrzegać, że faktycznie – coś potrafię. Powoli dochodzę do poziomu, gdzie zaczyna się podziw i „też tak bym chciał(-a)”, ale jak mówię, że wszystko jest do nauczenia, to nie chcą wierzyć. xD

    Lubię to

    • „Gorzej, jeśli nie widzę sensu w danym działaniu, ale wiem, że i tak go nie uniknę, bo wymaga tego ode mnie otoczenie. Skąd do tego czerpać motywację?”

      Podaj przykład takiego działania. 😉

      Lubię to

      • Z banalnych: wkuwanie tabelek i długich wzorów tylko na egzaminy, bo normalnie nikt tego się nie uczy na pamięć. Są tablice i internetowe bazy danych, ewentualnie programy. Uczenie się notatek słowo w słowo pod wymagania profesora, nawet z ewidentnymi błędami jak w tym filmiku: https://www.youtube.com/watch?v=EHAuGA7gqFU , bo tak.

        Inny przykład – nabożeństwa i codzienne modlitwy: Ja myślę, że zamiast godzin takich bezsensownych zajęć oraz słuchania kolejnego kazania co tydzień, bardziej realizuję się w pracy nad sobą czy z kimś innym. To według mnie zmienia świat na lepsze (a przynajmniej ten mój kawałek podłogi 😉 ).
        Jednak moje otoczenie ma na ten temat inne zdanie i robi się nieprzyjemna atmosfera w domu po każdym razie, gdy ta sprawa jest poruszana.

        Albo jak przyjeżdża dalsza rodzina/ znajomy i wypadałoby usiąść, posłuchać lub porozmawiać, a ja nie mam kompletnie chęci na kolejną historię o dzieciach, wnukach, zięciach… czy tego typu przepytywanie.

        Albo konieczność uczestnictwa czy organizacji proszonych obiadków albo kurtuazyjnych spotkań. Nie cierpię pustego przytakiwania, szukania na siłę tematów z ludźmi, co do których mam kiepski kontakt i żadnych wspólnych zainteresowań.

        Większość dotyczy „grzecznościowych” zachowań towarzyskich, które wypada zachować, mieszkając z danymi ludźmi, żeby nie psuć sobie nawzajem krwi. Jestem w mniejszości (takich sztuk jak ja w domu 1), a z drugiej strony to ja poświęciłam swoją autonomię mieszkaniową na ich korzyść, żeby im pomagać w codziennych sprawunkach, więc nie widzę ze swojej strony konieczności przystosowywania się jeszcze do ich niefajnych (moim zdaniem) pomysłów na spędzanie wolnego czasu. Bo z nich nie mam zysku, nie mam frajdy, żadnego pozytywu… Natomiast ciężko ich uniknąć, kiedy mieszka się pod jednym dachem, nie chce się zachowywać chamsko, kłócić czy kłamać. Dodam, że próby tłumaczenia czy rozmowy nie działają, bo zawsze kończą się kłótnią i wyrzutami chamstwa oraz innymi zagrywkami emocjonalnymi albo wyrzutem, że się nie asymiluję z nimi.
        Najprościej byłoby „chcieć”. Tylko jak?

        Lubię to

      • Cóż, rozumiem Cię w każdym z podanych przez Ciebie przykładów, zwłaszcza tym dotyczącym przymusu uczestnictwa w spotkaniach towarzyskich, bo kiedyś miałam podobnie, a i teraz zdarza się, że tak miewam.
        Nie dam Ci żadnej złotej rady, bo to o czym napisałaś to są kwestie tak indywidualne i tak życiowe, że ciężko znaleźć jednoznaczne antidotum.

        Można jednak spróbować znaleźć chociaż jeden optymistyczny powód dla którego moglibyśmy zaakceptować np. właśnie te spotkania. Jeden promyczek, którego byśmy się uczepili i dzięki któremu w jakiś sposób wytrwalibyśmy w niechcianej konfrontacji. Może da się przy odpowiednio dokładnym researchu wynaleźć jeden taki pozytyw w tym wszystkim?

        Na takie introwertyczne zachowania jak np. unikanie kontaktu, ciężko w ogóle jest zaradzić, bo jest ogólnie WYMAGANE, by KAŻDY chciał rozmawiać i miał o czym, wliczając w to wszelkie rozmowy o kredytach, pracy lub jej braku, dzieciach, problemach, schudnięciu, itp. Zawsze, jeśli wolisz mniej przyziemne rozmowy, możesz skierować rozmowę na inne tory, zadając pytania dotyczące czyichś uczuć, planów, celów. Tu zawsze dyskusja przybiera trochę poważniejszy, ambitniejszy charakter.

        A co do wspomnianych tabelek.. To jakaś tam część nauki i do tego, fakt, ciężko się zmotywować, jednak nauka, praca, obowiązki domowe, to są takie aspekty życia, które powinny być dla nas w jakiś sposób oczywiste. Wiadomo, że tak nie jest zawsze i nie każdy uczeń myśli „Mam motywację, by się tego nauczyć, bo dostanę dobrą ocenę, co wpłynie na dobrą ocenę końcową, co da mi dobre świadectwo, dobre studia i pracę”. Ale tu jest kwestia naprawdę tak indywidualna, że ciężko jest dokonać choćby próby podania prawa ogólnego obowiązującego dla wszystkich.

        Co o tym myślisz?

        Lubię to

      • Myślę, że moi rozmówcy i ja zwykle poruszamy się po innych płaszczyznach – stąd pewnie problemy w komunikacji. Dla nich rozmowy głównie dotyczą problemów przyziemnych, a każdy temat ponad nie to: „wydziwianie”. Niestety, pomimo swojego powierzchownego pragmatyzmu ich zainteresowania sięgają jedynie „dzisiaj”. Ewentualnie odnoszą się do uczuć religijnych, a cele krótko- i długoterminowe zwykle witają szyderczym śmiechem „i co ci młodzi teraz nie wymyślą”. Uczucia to też abstrakcja, bo żona jest „kochana”, jak pracuje na wszystkie możliwe etaty (praca, dom, dzieci, łóżko), a mąż jak raczy pracować, pieniądze przynosić i nie nadużywać używek.

        Także dzięki za radę, ale tu się ona nie sprawdzi. 🙂 Może jakbym zaczęła mówić o planowaniu ślubu i piątki dzieci, to tak, dyskusja by się rozwinęła. 😉 Ale ja tego nie chcę i nie planuję, więc… *Wzrusza ramionami.*
        A ich nie interesują ani teorie naukowe, ani sztuka, ani książki, ani logika, ani koncepcje prawdopodobnych zmian rzeczywistości… Słowem: dwa różne światy.

        Dla mnie jest oczywiste, że zakuwanie na siłę jest bezsensowne i szkodliwe. Po to są tablice, żeby nie uczyć się takich rzeczy na pamięć, a z pewnością nie dla dobrej oceny.
        Bo to nie jest posiłek, którego brak grozi zasłabnięciem z głodu czy praca, która daje satysfakcję i pozwala się dalej rozwijać przez codzienne wyzwania oraz stabilizuje finansowo. To coś, czym zaśmiecasz sobie umysł, na co tracisz czas, zamiast skupić się na kreatywnym myśleniu i dostrzeganiu prawidłowości rządzących zbiorami danych. Bo i tego wymagają od człowieka pracodawcy. Słownik czy tablice to oni sobie kupią w księgarni, a bazę danych – w sieci. 😉

        Lubię to

      • No to skoro masz do czynienia z takimi ludźmi, to faktycznie musisz zacisnąć zęby 😉

        Tak, masz rację, ale zobacz jak wygląda choćby szkolnictwo w Polsce. Polecam filmik Włodka Markowicza „Kropki” – https://www.youtube.com/watch?v=O6UBkXLN4PI – który możesz znać, jak nie to obejrzyj, bo Włodek właśnie mówi o czymś o czym ja tu też chcę teraz wspomnieć, czyli o takim schematycznym myśleniu, które jest nam wpajane w szkole już od najmłodszych lat. Mało kto pyta o nasze zdanie, nasz pogląd, tylko każe „nauczyć się regułki ze strony 46” na kolejną kartkówkę, której to regułki treść zapomnimy, gdy tylko opuścimy salę, w której tę kartkówkę pisaliśmy. A niestety to co w szkole rzutuje na szkoły wyższe jak i niestety również często (choć nie zawsze) na pracę i pracodawców.

        Lubię to

      • Filmik cudny, a prowadzący – inteligentny, rzeczowy i dość poetycki, jak na takiego konkretnego gościa. 😉 Znam kilka innych jego filmików, ale tego jakoś nie widziałam. Dzięki!

        No właśnie, schemat. Zapominamy, że rzeczy, schematy i prawa mają służyć nam, by nasze życie było łatwiejsze, a nie jedynie ograniczone. Za bardzo opieramy się na prawach, autorytetach i dogmatach, które zdają się nam wspaniałymi receptami na szczęście.

        A ja? Łączę kropki. I tworzę własne, takie pomiędzy A i B, pokazując innym, że można (https://aphroditearavenipoezja.wordpress.com/). 😉 Nie zawsze wychodzi idealnie, ale zawsze próbuję.

        Polubione przez 1 osoba

  3. Kiedyś nabijałam się i śmiałam z takich banałów motywacyjnych. Ale raz koleżanka pożyczyła mi książkę… Przeczytałam z ciekawości, z dużym dystansem, ale jednak zadziała. To był pierwszy krok, później kupiłam happy planner i uwierzyłam w moc zapisanego słowa. Odkąd zaczęłam wierzyć w motywacyjne frazesy o wiele więcej robię, o wiele więcej mam motywacji każdego dnia. Banały działają! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s