#12. Przepis na spokój wewnętrzny bez leków i melisy?

Jako introwertyk oraz overthinker, mogę pochwalić się całkiem szacownymi analizami dotyczącymi tego co się nie wydarzyło, nigdy nie wydarzy bądź nie ma szansy się wydarzyć. Pluję sobie w brodę, że na każdych zajęciach plastyki w podstawówce rysowałam tylko domek z kominem i dwoma oknami, zamiast rozwijać inteligencję artystyczną. W przeciwnym razie, z poparciem mojej astronomicznej wyobraźni… z szacunkiem dla Picasso, ale byłby amatorem.
Reprezentuję pierwszą grupę, takich trochę analityków.
Idziemy dalej.

Znam ludzi, którzy są w stanie wyrzec się siebie dla związku z osobą, w której pokładają całą swoją życiową eudajmonię i kiedy to owe źródełko szczęścia i obfitości znajduje sobie inne ujście, oni tracą grunt pod nogami. I to czasem ze sznurem na szyi.
I nie, dobrze wiecie, że nie przesadziłam z przykładem.
Znam dziewczyny, które są atrakcyjne, nawet niegłupie, radzą sobie z przygotowaniem obiadu w inny sposób niż „kebab na pół czy zestaw z Mc’a, kochanie?”, a mimo wszystko siedzą pół dnia lajkując memy o samotnych kobietach z gromadą kotów i tagując pod nimi swoje koleżanki w komentarzach. Koleżanka polubi, skomentuje, jest równie ładna i równie niegłupia, ale równie dużo czasu spędza rozmyślając dlaczego jej nikt nie chce. I jakie rasy kotów są najlepsze w hodowli.
Znam ludzi skupionych na sobie do tego stopnia, że obserwują oni każdą reakcję randomowych ludzi na sposób ich mówienia, chodzenia, jedzenia, mrugania oczami i siedzenia. W efekcie czują się przytłoczeni ciągłą presją podporządkowania się do danej grupy społecznej, przez co głupieje już nie tylko dana grupa społeczna, ale już sama ta mizerotka, pogubiona w swoich regularnych przeskokach osobowościowych.
Nie przejawiamy często żadnego większego zainteresowania czymś więcej niż tylko podstawowymi funkcjami życiowymi przeplecionymi studiami, pracą i dwudniową imprezą na „odstresowanie”. Nikt nie mówi, że żyjąc tak „robisz to źle”, ale w 99% przypadków takich jak powyższe, chodzi o to, że inwestujemy swój czas nieprawidłowo, mącąc sobie tym samym swój wewnętrzny spokój.

1. Źle interpretujemy zachowanie innych.

Bardzo nie lubię poradników dotyczących relacji damsko-męskich z racji treści, która z reguły przekazuje czytelnikowi esencje zagadnienia „Jak stać się zawodowym manipulantem”.
Chęć odzobaczenia przeczytanej pozycji nie włączyła mi się jednak po ostatniej tego typu lekturze o tytule Co mówią mężczyźni, co myślą kobiety.
Przytoczona była tam sytuacja (którą lekko tu sobie upiększyłam) kiedy to facet na randce z kobietą, zerka na zegarek, co kobieta odbiera jako oznakę martwoty komunikacyjnej dodając do tego wizję jak mężczyzna ewakuuje się do toalety zostawiając ją samą z nieopłaconym schabowym, bo rzecz jasna, toaletą w wersji nieoficjalnej jest jego auto i podróż do pubu z kumplami. A owe urojonie spowodowane jest tym, że owa kobita sama tak reaguje na sytuacje kiedy czuje się znudzona. Symuluje ziewanie, mówi, ze rano musi wstać do pracy, zerka na zegarek, równie umiejętnie zaaktorzy, dziwiąc się jakim cudem już jest tak późno i urwie się, by móc wreszcie uwolnić się ze szponów potwora o imieniu Wieje Nudą. Owa kobita nie umie spojrzeć obiektywnie na takie błahostki jak sprawdzenie godziny, bo interpretuje świat wyłącznie przez pryzmat swojej osoby.
Randall Colvin, amerykański psycholog (można go też nazwać naukowcem z racji pochodzenia), dokonał w swojej zawodowej działalności sporo badań dotyczących oceny ludzi na podstawie pierwszego wrażenia. Bardzo spodobało mi się, może dla niektórych mało odkrywcze, zdanie: Spośród mijanych przez ciebie na ulicy osób o odpychającym wyrazie twarzy, siedem na dziesięć to pozytywne osoby, które mają po prostu zły dzień. Sam przyznaj, ile razy lamentowałeś na babkę z Biedronki, bo miała bitch face i nie powiedziała ci „Dziękujemy, zapraszamy ponownie”.
Albo ziewanie.
Pomyśl, że ktoś kto przy tobie ziewa, nie tylko nie nudzi się w twoim towarzystwie, lecz musi wręcz ochłodzić umysł, bo mówisz tak ciekawie 🙂
Konkluzja: Staraj się oddzielić swój świat wewnętrzny od reszty kosmosu, bo, jako zróżnicowane pod względem emocjonalno-umysłowym jednostki, odbieramy rzeczywistość zupełnie inaczej. Weź pod uwagę czyjeś doświadczenia, aktualne przeżycia, osobowość czy, holender jasny, zwykłą codzienność, nie każdy musi przekazywać reszcie świata ekstazę 24/h.

2. Znajdź sobie zajęcie dodatkowe.

Och, nie, znowu te klepanie dziadostwa o celach, pasjach i sentencjach Find what you love and let it kill you. Nie lubię tego zdania, nie lubię Bukowskiego i nie lubię radykalnego podejścia do celu życiowego. Ujmijmy to tak: Fajnie by było jakbyś był szczęśliwy, czy to z celem czy bez niego. (Patrzcie ile rymów. Czekam na propozycje na featy). A szansa na bycie szczęśliwszym może przyjść z chwilą, gdy zauważysz, że pewne rzeczy sprawiają ci większą przyjemność niż inne i będziesz chciał się w nich rozwijać.
Posiadanie hobby ma wachlarz zalet, ale wyróżnię, na potrzebę tekstu, dwie z nich: 1) Zajmiesz się czymś, co pochłonie twój czas, który mógłbyś „zmarnować” na myślenie. Kartezjusz, mało życiowy byłeś formułując zdanie Myślę, więc jestem. Niekiedy ludzie myślą, więc nie śpią po nocach i mają migrenę co trzy dni. Co za dużo to niezdrowo. Mniej wiesz, lepiej śpisz. Mniej analizujesz, jesteś spokojniejszy, 2) Staniesz się dużo atrakcyjniejszy w oczach ludzi, a zwłaszcza, w oczach płci przeciwnej. Nawet mężczyźni, jako wzrokowcy, którzy pójdą za kobietą a’la „kombinacją” urody Fox/Johansson/Bellucci, szybko od niej zwieją, jeśli zorientują się, że ta kombinacja to wszystko co mają do zaoferowania. Ludzie ciekawi świata to nie tylko „ludzie ciekawi świata”, ale i ludzie, którzy są pewni swojej wartości, swoich upodobań, szanują siebie, swój czas, nie zmieniają się dla nikogo, są racjonalni, a jak dostaną kosza to się posmucą, ale wrócą szybko do żywych, bo związek to nie był jedyny powód ich uśmiechu.

3. Zerwij z perfekcjonizmem.

Nie szukaj ludzi idealnych, bo takich nie ma i ty sam też nigdy dla nikogo taki nie będziesz. Obniż standardy i oczekiwania wobec siebie i ludzi, oczywiście bez związku z twoją ambicją, która niech pozostanie nienaruszona. Akceptuj swoje wady, a to co możesz i chcesz zmieniać, to zmieniaj, ale nie bądź kierowany chorą ambicją przeistoczenia się w automat aktualizowany za każdym razem, gdy na rynek wejdzie nowa książka psychologiczna, mówiąca ci jak masz żyć, żeby jak największa liczba osób całowała twoje nieskalane niedoskonałością stopy. U twoich bliskich szukaj jak najwięcej pozytywów i na nich opieraj relacje, a o uczuciach mów głośno, bo nikt się nie domyśli, że coś ci przeszkadza, bądź cię uraziło. No, może, że jesteś kobietą, to wystarczy, że powiesz „Nic się nie stało”.

No i na koniec.. Znam osoby, które stanowią mieszankę wszystkich grup wspomnianych na początku. Kiedy człowiek jest zły na świat i niepogodzony ze światem, to tak naprawdę jest zły na siebie i niepogodzony ze sobą. Przepis na spokój wewnętrzny to urozmaicanie swojego życia, zaprzestanie analizowania wszystkiego co się da i zaniechanie szukania aprobaty u innych ludzi. Jeśli sam się nie zaakceptujesz, ciężko będzie ci wymagać tego od kogoś innego i ty sam możesz mieć problem z zaakceptowaniem kogokolwiek. Przepis na spokój wewnętrzny to zdrowy egoizm i pokochanie samego siebie. Dziś na facebooku wpadł mi fajny tekst w oko. You are so obsessed with finding someone to love just because you can’t love yourself.

Kochajcie siebie 😉 Niech spokój będzie z Wami.

Reklamy

17 comments

  1. Jeśli coś mnie kiedyś zabije to pewnie będzie perfekcjonizm. Jak raz z nim sobie nie umiem do końca poradzić.
    A podsumowanie bardzo ładne i trafne. Szczególnie punkt pierwszy, bo każdemu się chociaż raz zdarzyło kompletnie źle odczytać czyjś wyraz twarzy czy reakcję.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Jak obserwuję niektórych ludzi, którzy usilnie dążą do perfekcjonizmu i niemal spalają się z tej żądzy bycia doskonałym, to aż mam ochotę rozłożyć sobie fotel do tyłu i napić się zimnej lemoniady 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Trzeba by było nic nie robić w takim razie tylko leżeć i pić zimną lemoniadę 😉 Cóż, wszystkim życzę, by umieli pozwolić sobie w życiu na rozluźnienie gazu i wprowadzenie więcej relaksu. Pozdrawiam 😉

      Polubione przez 1 osoba

  3. Wow, świetny tekst, super to ujęłaś i mogę się z Tobą zgodzić w stu procentach. Nieświadomie, ale właśnie w tym odnalazłam/odnajduję spokój. Najwięcej mojego niepokoju bierze się ze zbytniego analizowania zachowań, przemyśleń innych. Ktoś się skrzywi, a ja dorabiam do tego miliard teorii. 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Większość osób tak robi, niestety.. Czytam teraz znakomitą książkę „Po prostu słuchaj. Sztuka porozumiewania” od Marka Goulstona. Jest w niej mowa między innymi o tym, że rozmawiając z nowo poznaną osobą wysnuwamy szybką opinię na jej temat, a ta opinia (która wcale nie powiedziane, że nie może być trafna!) jest jakby składową tego jakie są nasze doświadczenia z ludźmi. Jest też składową np. stereotypów, ale to już osobny temat. W książce mowa również o osobach „trudnych”, bądź jednorazowych sytuacjach, które są „trudne”, czyli, przykładowo, wybuch płaczu, agresji czy jakieś inne odbiegające od normy zachowanie. Zanim zaczniemy takiej osobie przypisywać łatki, że jest histerykiem, agresorem (kretynem, leniwcem, itp.) wymyślmy 5 sytuacji, które mogą leżeć u podstaw takiego zachowania. Może ta osoba przechodzi teraz w życiu ciężki okres? Może depresja? Jakaś inna choroba? Czyjaś śmierć? Niepowodzenia w pracy? Awantura z mężem?

      Otwiera mi to niezwykle umysł i sprawia, że jestem o niebo bardziej wyrozumiała. Doświadczenie, doświadczeniem – kierujmy się nim, rzecz jasna, ale bądźmy też otwarci na zmianę myślenia, nie wszyscy mężczyźni są tacy źli jak TEN JEDEN, nie wszystkie brunetki z blond refleksami są takie wredne jak TA JEDNA, nie wszystkie babcie są zarozumiałe jak TA JEDNA, itp, itd. :)) Wspomnianą książkę polecam, mimo, że jestem dopiero w połowie. :)) I pozdrawiam!! 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      • Chętnie poczytałabym więcej na temat naszych opinii dotyczących ludzi, przez pryzmat naszych doświadczeń 🙂 No i sama prawda, nie można uogólniać, ale to takie proste.

        Polubione przez 1 osoba

  4. Ostatnio zastosowałam ostatni punkt – zerwanie z perfekcjonizmem. Nie było łatwo, bo od dziecka byłam tak wychowana. Dlatego też zaczęłam od małych kroków. Najpierw postanowiłam przestać szukać idealnego mężczyzny. Już nie musiał być wysokim blondynem z dobrym wykształceniem i świetną klatą. Zupełnie odpuściłam i… Znalazłam dokładnie takiego faceta 🙂 dlatego też zdecydowanie popieram zerwanie z ograniczającym nas perfekcjonizmem.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Co prawda, to prawda. No widzisz, z tą interpretacją, to nawet ja ostatnio poleciałam po bandzie i przesadziłam. Perfekcjonizm? Zgadza się, to doskwiera wielu osobom w naszych czasach, ale doskwiera także lenistwo, czyż nie?:)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s