#17. „Życie Bez Ograniczeń 2” – jak było?

1 października. Godzina 5:35. Budzę się samoistnie. Instynktownie biorę w dłoń telefon. Nowa wiadomość, wysłana cztery godziny wcześniej od mojego współtowarzysza kierowcy. Przepraszam, jednak nie jadę. Patrzę na rozkład PKP. Pociąg za 1,5h. To był bardzo maratoński poranek. Dzień poprzedzający mój wyjazd był równie stresujący.
„Życie Bez Ograniczeń”. Nazwa wydarzenia, na które się wybierałam, na tyle zobowiązująca, że wiedziałam, że nic mnie nie ograniczy, by się tam znaleźć.
O 10:08 byłam w Krakowie. Około 11:00 na Tauron Arenie. Z zeszytem gotowym na zapiski, z paczką chusteczek i głową oraz sercem gotowym na przyjęcie nowej dawki wiedzy i motywacji.
Trochę faktów, gdyż może nie wszyscy wiedzą czym jest „Życie Bez Ograniczeń”. Jest to największe wydarzenie motywacyjne w Polsce, jego pierwsza edycja miała miejsce w 2015r. w Poznaniu. W tym roku była to edycja druga, organizowana na hali Tauron Areny w Krakowie. Zapraszani są polscy oraz zagraniczni prelegenci, a ich mowy są przeplecione artystycznymi wystąpieniami tancerzy i wokalistów. Całość trwała dziewięć godzin. Organizowana przez firmę Milewski & Partnerzy.
Na wydarzenie pojechałam sama, jednak wszechobecna atmosfera o którą zadbali organizatorzy nie dała mi tej „samotności” odczuć. Siedziałam wysoko, obserwując z góry całe wydarzenie, obserwując ludzi, którzy równie podekscytowani jak ja, zajmowali swoje miejsca, całe rodziny z dziećmi, nastolatków, osoby starsze, osoby niepełnosprawne. Już sam ten widok bardzo mnie poruszył. Około 10 000 osób, które szukają w życiu czegoś więcej. To na pewno Polska? – pomyślałam.

Pierwszym prelegentem był Daniel Lewczuk, człowiek, który przebiegł cztery pustynie w ciągu roku i tym samym zalicza się do nielicznej grupy ok. 50 osób na świecie, należących do klubu 4Deserts Grand Slammers. Przebiegł 1000km z 12-kilogramowym plecakiem i zaopatrzeniem 2,5litra wody. Człowiek, który początkowo wypluwał płuca po 400 metrach biegu, przyszedł raz do domu i mówi do żony: Jestem parówą, biegać nie umiem, tyłek mnie boli po rowerze, pływać nie potrafię. Kochanie, zapisuję się na triathlon!. Żona na to: Daniel, idź do łazienki, ściągnij koszulkę i pomyśl o jakim triathlonie ty mówisz. Poszedł do łazienki, przejrzał się, wraca do żony i mówi: Masz rację! Nie idę na triathlon, pójdę na IronMana!. I mimo, że ukończył wyścig, na tym nie poprzestał. Przebiegnięcie czterech pustyń w ciągu roku zalicza się do piątki najbardziej wytrzymałościowych osiągnięć na świecie. Wystąpienie Pana Daniela było na pewno ogromnie motywujące i to nie tylko dla sportowców. Co mi osobiście spodobało się najbardziej to jego rozróżnienie lęku od strachu.
Strach wynika bowiem z realnego niebezpieczeństwa, jest racjonalny, natomiast lęk jest konsekwencją naszej wyobraźni. Dlatego właśnie w Biblii 365 razy wspomniane jest „Nie lękajcie się!”. Nigdy wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. Świetne wystąpienie.

Kolejna na scenie była Ava Eagle Brown. Pochodzi ona z Jamajki i miała bardzo trudne dzieciństwo. Była bezdomna, zamiast uczyć się, musiała pracować, sprzedając np. owoce w pociągach, była molestowana seksualnie przez swojego własnego ojca, a raz została zgwałcona przez niego na oczach swojej 3-letniej córki. Przykładano jej pistolet do skroni. W liceum nie zdała angielskiego. Dziś pisze książki. Jest idealnym przykładem prawdziwości cytatu Murakamiego: Nie możesz wybrać jak się rodzisz, ale możesz wybrać jak umrzesz. Niesamowita kobieta.

Następnie przyszedł czas na osobę, dla której właściwie głównie tam przyjechałam, a mianowicie na Kamilę Rowińską. Byłam pewna, że mnie nie zawiedzie, przeczytałam jej książkę, uczestniczyłam w jej webinarium, obejrzałam vlogi na YT. Jej wystąpienie było dla mnie najlepszym z całego wydarzenia. Kamila jest z Gliwic, czyli tam skąd i ja, co sprawia, że jeszcze bardziej czuję się z nią związana. Opowiadała swoją historię jak to po rozwodzie jej rodziców, matka została zwolniona z pracy i wraz z ówcześnie roczną Kamilką musiała zamieszkać w namiocie. Zaczęła kraść, została przyłapana i wylądowała w więzieniu. Kamila trafiła do domu dziecka. W wieku ośmiu lat, gdy jej matka wyszła z więzienia, zamieszkały w wynajętym pokoju, bez kuchni i łazienki. Kilkanaście lat później, gdy Kamila zarabiała już swoje pieniądze w marketingu sieciowym w który zaangażowała się będąc nastolatką, matka odebrała sobie życie. Odszedł również jej ojczym. Dowiedziała się, że ma guzy piersi. Na dodatek rozwiodła się z ówczesnym mężem. Na hali polała się niejedna łza. Można powiedzieć, że Kamila dostawała od samego urodzenia kłody pod nogi. Dopiero w ubiegłym roku skończyła leczenie. Wycięto jej dziewięć guzów! Obecnie Kamila jest milionerką, dzięki sukcesom w Oriflamie (w wieku 28 lat zarządzała 3,5 tysięcznym zespołem), uzyskuje wciąż przychody pasywne, jest autorką książek, inwestorką, coachem i trenerką. Mówiła, że często słyszy: No, Kamilka, tobie to się zawsze wszystko udaje! Farciara jesteś!. Ona na to: UDAŁO??? Jedyne co ci się może w życiu UDAĆ to puszczenie bąka tak, żeby nikt nie poczuł 😉 Wszystko inne wymaga zapieprzania.
Przeżyła w życiu bardzo wiele, ale wiecie co mnie zaciekawiło? Ani razu nie nazwała śmierci mamy, biedy czy pobytu w domu dziecka, problemem, kłopotem, kłodą, przeciwnością losu. Dla niej to wszystko były lekcje, dzięki którym obecnie jest tu gdzie jest. Kamila jest autentyczna i ujęła swoim wystąpieniem całą publiczność. Polecam Ją wam ogromnie!

Kolejnym prelegentem był Jakub Bączek, trener mentalny, współpracuje on głównie ze sportowcami, ma własną firmę turystyczną. Jego wystąpienie było dla mnie szczególnym doświadczeniem emocjonalnym. Dostarczył mi wiele humoru, śmiechu, ale i również rzewnych łez wzruszenia podczas jednego ćwiczenia z wizualizacją. Skupił się on na zaznaczeniu jak ważne jest oddzielenie faktów od wyobraźni, jak ważny jest humor oraz jak istotne jest wsparcie w procesie wychodzenia z kryzysu. Człowiek bardzo charyzmatyczny, o świetnym poczuciu humoru, potrafiącym wzbudzić szczere emocje u widza. Po jego wystąpieniu, idąc korytarzem i dzwoniąc do mamy, ryczałam jak bóbr, nie mogąc się uspokoić. Żaden prelegent nie wzbudził u mnie takiej reakcji. Może i lepiej, bo nie wiem jak tusz by się tym razem zachował. 😉 Bardzo go wam polecam.

Dalej Ewa Minge, której chyba nie muszę specjalnie przedstawiać? Kolejna niesamowita kobieta, z mocną historią swojego życia, historią zawierającą śmierć matki, biedę, przemoc domową, rozwód z mężem, po którym straciła cały majątek, chorobę, wiele nieprzyjemnych sytuacji związanych z tym, że jest osobą medialną. Nie warto wierzyć w to co o niej piszą, to ogromnie wartościowa kobieta.
Po niej na scenę wszedł Eric Thomas, który niestety, absolutnie mnie nie przekonał. Z racji pochodzenia, a pochodzi ze Stanów, jego wystąpieniu towarzyszyła seria okrzyków: Możecie wszystko! Możecie wszystko! Powtórzcie! Mogę wszystko! Kim chcesz być? Gazelą czy lwem? Krzyknijcie – jestem lwem! Mogę wszystko. Cóż, osobiście siedziałam i ziewałam, ponieważ oczywiście chcę być lwem, ale wiem, że to, że chcę nim być to jeszcze niewiele w moim życiu zmienia. Wiele ludzi podchwyciło temat, wyrażając swój entuzjazm wobec przemówienia Erica, jednak mnie ten amerykański styl w ogóle nie przekonał. To według mnie jest trochę płytkie, mało realne i daje jedynie chwilowego kopa, po którym wracasz do domu i uświadamiasz sobie: Cholera, jednak nie mogę wszystkiego, a przecież tak bardzo chciałem. Eric to na pewno świetny człowiek z piękną historią, jednak nie dla mnie.

Po 17:30 na scenie pojawił się Andrzej Cichocki, kapelan, life coach, pracujący z więźniami, z osobami chorymi czy też niepełnosprawnymi. Miał bardzo dobre wystąpienie. Po nim przyszedł czas na gwiazdę wieczoru – Nicka Vujcica. Wiecie, cokolwiek by nie powiedział, już sam widok człowieka nie posiadającego nóg i rąk, a przy tym uśmiechniętego od ucha do ucha, sprawia, że mięknie ci serce. Ten człowiek jest niesamowity. Robi więcej niż niejeden pełnosprawny z nas, który narzeka na ból głowy czy zwichnięty palec u stopy. A propos stopy.. Nick nie ma, jak wiadomo, nóg, ma coś na kształt małej stópki z dwoma palcami (pokazywał nam „peace”;) ) i kiedyś mocno się w nią uderzył, w konsekwencji czego musiał spędzić trzy tygodnie w łóżku patrząc w sufit. Leżąc tak, pomyślał sobie: Aaaa, więc to tak się czuje człowiek niepełnosprawny!. Ma wielki dystans do siebie, wielką wolę walki, poczucie humoru i zaraził wszystkich obecnych na wydarzeniu swoją energią. Mówił o tym, że ograniczenia, które sobie sami stwarzamy w naszych głowach, są dużo większe niż ograniczenia wynikające z braku kończyn.

I wiecie co, mogłabym napisać dwa razy dłuższego posta, ale i tak nie streściłabym choćby 1/3 tego co tam usłyszałam czy tego, czego tam doświadczyłam. Napisałam mniej lub więcej o każdym prelegencie, wiecie już kogo polecam, a kogo nie. Sprawdźcie sobie te osoby. Jeśli chodzi o moje osobiste przemyślenia co do tego wydarzenia to:
1. Ci ludzie, którzy dali swoje wystąpienia, przechodzili przez piekło w swoim życiu i nie byliby dzisiaj kim są, gdyby nie te sytuacje. Patrzyłam na swoje życie, również nie będące usłane różami i myślę sobie, że to wszystko jest po coś. Czasami zdarzało się, że słyszałam od ludzi Bóg wystawia cię na próbę, a ja myślałam sobie No, cholernie długa coś ta próba. Dziś już wiem, że oklepane powiedzonko „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” jest realne i wszystkie, zarówno moje jak i wasze przeżycia kształtują nasze charaktery, sprawiają, że jesteśmy silniejsi, odporniejsi, oszczędniejsi, uważniejsi, LEPSI. I niektórzy powiedzą, że przeżyli więcej niż jakaś tam Rowińska czy Minge i jakoś żyją, ale trzeba wziąć pod uwagę, że każdy ma inną wrażliwość, inną psychikę no i przede wszystkim, one osiągnęły sukces MIMO trudnej sytuacji w życiu, a nie tylko z niej wyszły na poziom medium.
2. To może kolejna „ogólnie znana” i „wiadoma” sprawa, ale jakoś nie widzę tego w życiu ludzi, a w swoim dopiero zaczynam dostrzegać. Mówiła o tym Ava Eagle Brown. Szukamy często szczęścia i spełnienia w pracy, w szkole, u innych ludzi, w związku z drugim człowiekiem, a prawda jest taka, że musi ono wypływać z nas samych i najlepsze jest to, że każdy z nas je posiada, ale musi je po prostu odkryć.
3. Wyobraźnię trzeba oddzielić od faktów! O tym mówił prawie każdy prelegent. To co się dzieje w naszej głowie w większości przypadków znacznie różni się od tego co dzieje się na prawdę. Pisałam już o tym niejednokrotnie na blogu, więc nie będę się powtarzać, cieszę się jednak, że było o tym wielokrotnie mówione podczas wydarzenia.
4. Zobaczyłam zupełnie innych ludzi niż widzę na ogół. Spotykamy się znacznie częściej z malkontentami, że kraj nie taki, rząd nie taki, służba zdrowia nie taka, kolejki wszędzie, to boli, tamto boli, znajomi to tacy fałszywi, pracy nigdzie nie ma, a na zachodzie to tak cudownie, pada – źle, ciepło – źle, ktoś uśmiechnięty – źle, bo nienormalny, ktoś poważny – źle, bo gbur. Nie oceniam, bo sama często narzekam (szczególnie, że boli mnie głowa, pozdrawiam moich znajomych!), ale warto to zmieniać! Ci ludzie, którzy tam przyjechali tego 1 października chcą to zmienić, w to wierzę, widziałam ludzi, którzy notowali jak ja, płakali jak ja, klaskali, kiwali głowami i krzyczeli, zgadzając się z mówcami. Świadomość w Polsce rośnie! I to mnie ogromnie cieszy.
5. Tak jak do mnie zupełnie nie trafił Eric Thomas, za to poruszyła mnie bardzo Rowińska czy Bączek, tak mam świadomość tego, że u kogoś mogło być odwrotnie. Ważny jest efekt końcowy, dlatego szanuję każdego z prelegentów. Sprawdźcie sobie Erica Thomasa, nie zniechęcam was do niego, mówię tylko, że takie amerykańskie podejście jest zupełnie nie moje.

Kochani, kończę, bo niedługo książka mi z tego wyjdzie, a jeszcze za wcześnie na takie kroki. 😉 Wiecie, takie wydarzenia są o tyle ciężkie do zrelacjonowania, że panuje tam tak specyficzna atmosfera, którą ciężko jest opisać, trzeba tam po prostu być. DLATEGO, OGROMNIE ZACHĘCAM WAS DO WZIĘCIA UDZIAŁU W KOLEJNEJ EDYCJI „ŻYCIA BEZ OGRANICZEŃ”, KTÓRE ODBĘDZIE SIĘ W PRZYSZŁYM ROKU W WARSZAWIE. Ponadto, niżej podaję wam linki do FP na Facebooku wszystkich prelegentów oraz organizatora, o którym również wstyd nie wspomnieć. Pozdrawiam was serdecznie, dziękuję za to, że jesteście ze mną na tym blogu i dajecie mi motywację, by go tworzyć!
Napiszcie:
– którego prelegenta najchętniej chcielibyście posłuchać i dlaczego?
– czy mieliście okazję uczestniczyć w podobnym wydarzeniu?
– czy zamierzacie wybrać się za rok i dlaczego tak? 😉

Tu daję wam linki:
→Ava Eagle Brown
→Kamila Rowińska
→Jakub Bączek
→Ewa Minge
→Eric Thomas
→Andrzej Cichocki
→Nick Vujcic
→Milewscy & Partnerzy

Reklamy

15 comments

  1. Propsy, jak zwykle za post. Ale nie ze wszystkim się zgodzę 😀

    Co nie zabije, to wzmocni – jeżeli ktoś jest silny psychicznie, to owszem. Jednakże są osoby niezbyt silne psychicznie, które przez trudne sytuacje życiowe, mają wszystkiego dość. Wieszają się, są smutne itp. itd. Więc o ile można niemalże każdą porażkę przekuć w sukces, to niestety nie każdy to jest w stanie zrobić.

    Polubione przez 1 osoba

    • Jasne, zgadzam się. Wiesz, to jest tak, że nie wszystko jest dla wszystkich. Coach nie jest dla wszystkich, psycholog nie jest dla wszystkich, takie wydarzenia nie są dla wszystkich i tak samo te powiedzenie nie jest dla wszystkich. Mam świadomość tego, że istnieją osoby, które są w psychicznym dołku, takie osoby zatem bardziej od motywacji potrzebują fachowej pomocy specjalisty, czasem leczenia farmakologicznego, potrzebują psychoterapeuty zamiast coacha czy trenera mentalnego. Pisałam ten post w oparciu o swoje własne doświadczenia i własną osobowość, a że należę do osób silnych psychicznie, właśnie takie są moje wnioski z tego spotkania. Dla kogoś kto ma depresję bądź jakiekolwiek inne zaburzenia tego bądź podobnego typu, będą inne wnioski. 🙂 I myślę, że samym sukcesem można już nazwać udział takich ludzi w takim wydarzeniu. Jak to powiedział Daniel Lewczuk podczas swojego wystąpienia „Cudem nie jest ukończenie, lecz zaczęcie.” Mam nadzieję, że wiele osób wzięło to sobie do serca, może również osoby, które mają na prawdę skrajną sytuację emocjonalną. Pozdrawiam Cię i dzięki za trafny komentarz! 🙂

      Polubione przez 2 ludzi

  2. Wow, super, że wzięłaś udział w takim wydarzeniu! I że wszystko opisałaś tutaj 🙂 Ja reaguję na wszystko dość emocjonalnie, więc pewnie paczka chusteczek to byłoby mało.. Ale dzięki za ten wpis, nie wiedziałam nawet, że takie wydarzenia są u nas organizowane 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s