#21. Emocja dźwignią handlu

Piątek, godzina 20:00, powrót z uczelni. Przebieram się w dres, ściągam stanik, wszechobecne poczucie ulgi zachęca mnie do pogłębienia pożądanego stanu szczęścia, robię sobie więc kawę, otwieram czekoladę, którą zamierzam bezceremonialnie i bez skrupułów skonsumować w czasie nadającym się na udział w zawodach i załączam po kolei wszystkie portale społecznościowe, rozdaję lajki, oglądam biegające mopsy, oznaczam koleżanki w memach, wszędzie jednak robi się ostatecznie tak samo nudno, więc odpalam wisienkę w postaci Youtube, którą zwykle zostawiam sobie na koniec. Scrollując polecane, omijając temat depresji youtuberów czy nowy klip Nicki Minaj, trafiam na filmik zatytułowany „Czego szukasz w Święta?„. Za jego pośrednictwem oglądam kilka innych filmików. Każdy wzbudza we mnie smutek, żal, ekscytację, zadumę, szereg różnych emocji.
Każdy wzbudza płacz.
I każdy okazuje się być reklamą.

Moja wiedza w temacie marketingu jest wystarczająca, bym napisała ten tekst, lecz niedostateczna na tyle bym miała go pod kątem tej dziedziny rozpatrywać, także – minimum wiedzy marketingowej, a dalej lecimy z psychologią.
Rozwijanie haseł typu „Internet jest potęgą XXI wieku” sobie darujmy, bo każdy z nas ma świadomość co one znaczą. Mamy również świadomość tego, że telewizja czy prasa są przez Internet wypierane, więc siłą rzeczy wszystko to, co cechuje w jakimś stopniu wspomniane środki przekazu jest od kilku lat przenoszone na grunt sieci komputerowej. Wiedzą o tym między innymi marketingowcy. Szybko zaczęto się orientować jak wraz z rozwojem cywilizacyjnym rośnie stopień rozleniwienia użytkowników Internetu, więc zaczęto bawić się w optymalizacje stron w wyszukiwarkach czy płatne reklamy na stronach z wynikami wyszukiwań. Kiedy w pierwszej dekadzie powstały serwisy społecznościowe, nie jestem do końca pewna czy ktokolwiek wtedy myślał, że będą to serwisy networkingowe w kontekście współpracy biznesowej. Obecnie kierownicy marketingu mają do dyspozycji szeroki kapitał społecznościowy. Mimo, że znaczna część społeczności internetowej to tzw. internauci zerkający (inaczej „śledziki”; są na bieżąco z treściami publikowanymi przez innych, sami jednak nie dzielą się żadnymi i nie zabierają głosu u innych), czyli odzew czasami wydaje się być znikomy, to chyba żadne inne medium nie jest tak opłacalne jak Internet.

Widzicie reklamy już teraz praktycznie wszędzie [thanks, cookies], jednak skupmy się na reklamach na serwisie YouTube. Reklamy mogą wyświetlać nam się na dwa sposoby: bezpośrednio przed lub w trakcie oglądania filmiku bądź w ramach osobnego materiału, w który trzeba kliknąć. Mogłabym jeszcze trochę poopowiadać o tym świecie internetowym, ale nie chcę wychodzić za bardzo poza tematykę bloga.

Zawężmy zatem dziedzinę reklam do jednego typu i przejdźmy do tematyki psychologii i jej zasad, którymi niewątpliwie twórcy wybranych reklam się kierowali. Zanim przejdziemy dalej, obejrzyjcie proszę ten krótki materiał.

Poruszeni? Smutni? Zapłakani?
No widzicie, a to tylko MetLife. „Ubezpieczenia, emerytury, inwestycje”.

Artysta próbuje zazwyczaj pobudzić nasze emocje, co gwarantuje, że nie pozostaniemy obojętni wobec jego dzieła [Łosiak, Psychologia emocji]. No, a propos wspomnianych artystów, na sztukę nowoczesną Malewicza też nikt obojętny nie został, ale czy on akurat chciał pobudzić emocje, to nie wiem.. Marketingowcy dobrze zdają sobie sprawę, że angażując emocje wzrasta nasza motywacja, a w tym przypadku przekłada się ona na chęci skorzystania z usługi albo kupna produktu firmy, która się reklamuje. Tak, jest to trochę działanie oparte na manipulacji, szczególnie jeśli te emocje są naprawdę silne. A kiedy emocja jest silna, jesteśmy całościowo zaangażowani w jej przeżywanie, włączając to: „naszą uwagę i nasze myśli, nasze potrzeby i pragnienia, a nawet nasze ciało” [Łosiak].

Ale wiecie co? Idąc tym tokiem myślenia na dalszym etapie pisania tego posta, zaczęłabym posądzać o manipulacyjne sztuczki każdego reklamodawcę, którego materiał promujący wzbudził płacz u widza. No i może nawet miałabym rację, wykładając wszystkie możliwe skutki skrajnych i nagłych emocji, które są wytworzone przez taką reklamę.

Chcąc z jednej strony podkreślić jak ważna jest świadomość tego, że wzruszająca reklama to nadal reklama [promocja produktu/usługi, nastawiona na zysk, opatrzona logo firmy, itp.], pragnę też zwrócić uwagę, że warto czasami zapomnieć, że to, co oglądamy jest promowaniem biznesu. Spójrzcie jakie piękne i zapominane wartości możemy wyciągnąć z takich reklam. Jeśli się postaramy i odrzucimy wszystkie uprzedzenia, możemy poddać się autorefleksji, dojść do jakichś ciekawych wniosków lub przypomnieć sobie te, które uległy zaniedbaniu na przełomie ostatnich lat.

⇒ Wspaniała reklama Allegro [nie pierwsza i nie ostatnia] – „Czego szukasz w Święta?”

⇒ Reklama True Move H – „To co komuś dajesz, wraca”

⇒ Reklama Thai Life Insurance

⇒ Reklama Edeka

Wykorzystajcie wolną chwilę i obejrzyjcie te materiały, są z reguły krótkie, więc nie spędzicie nad nimi wiele czasu. Zauważcie jak wasze ciało reaguje na obrazy przedstawione w tych reklamach. I koniecznie dajcie mi znać jak są wasze przemyślenia! Napiszcie też, co sądzicie o wzbudzaniu emocji u odbiorców, potencjalnych klientów danej marki.

Na dzisiaj tyle. Jeszcze w grudniu pojawi się post dotyczący nauki, a od stycznia – dużo nowości! Widzimy się już niedługo!

Reklamy

5 comments

  1. Mówi się, że jeżeli coś nie wywołuje w tobie żadnych emocji, to generalnie jest do kitu. Mnie na przykład ta świąteczna reklama Allegro, mimo że jest pozytywna, doprowadza do płaczu. Nie jestem w stanie jej oglądać. Nie lubię tego typu grania na emocjach. A może to tylko moje „skrzywienie”? Pozdrowienia! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Kazda reklama nastawiona jest na emocje. Reklam tez nie da sie uniknac sa nasza codziennoscia. Jesli pokazuje ona najwazniejsze wartosci typu, szacunek do zycia, milosci, rodzicielstwa itp to jestem za. Reklamy typu jestem piekna, bo mam super tusz do rzes, albo jestem brzydka bo mam pryszcza 🙂 to najchetniej wszystkie bym je wyciela. Ta pierwsza jest dla mnie forma sztuki, druga tylko komercja. Dzieki za te przyklady reklam 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

    • Bardzo proszę! 🙂
      Co do reklam, nie do końca zgodzę się, że każda jest nastawiona na emocje. Znam bowiem wiele reklam, które nie skłaniają mnie do żadnych głębszych uczuć czy choćby namysłu. No, ewentualną emocją może być poirytowanie, jeśli te reklamy trwają już za długo… 😀

      Lubię to

  3. Emocje są odpowiedzialne za większość naszych decyzji. Mnie bardziej niepokoi… taśmówka tych emocji. Nie umiem chyba tego do końca powiedzieć. Ale ile badań na mózgach ilu ludzi trzeba było przeprowadzić, żeby stwierdzić, że dana reklama z daną muzyczką i określonym bohaterem wzbudzi takie a nie inne reakcje? Jak bardzo wniknięto w naszą jaźń, że da się ludźmi sterować i wywoływać ich bezwzględne i co do sekundy wzruszenie w paru minutowym filmiku? Wreszcie jak bardzo uzależniające jest przeżywanie sztucznie wywołanych emocji, łatwo dostępnych? Czy napakowani łatwą emocją, dostępną po wciśnięciu „play”, taką, po której nie trzeba nic więcej robić, nie będziemy wybierać tego syntetyku zamiast trudniejszej i bardziej bolesnej emocji dzielonej z drugą osobą? Zapętliłam się… Ale mam nadzieję, ze wiesz o co mi chodzi 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s