#31. Udzielanie korepetycji – 10 podstawowych porad

Trzy i pół roku temu kiedy wylądowałam (nazywajmy rzeczy po imieniu), bardziej z przypadku niż z poczucia życiowej służby, na filologii francuskiej, czułam, że muszę sobie znaleźć ujście moich ówczesnych silnych zainteresowań językiem angielskim. Oczywiście półtora godzinne zajęcia z tego języka nie stanowiły dla mnie absolutnie żadnej rekompensaty za francuskie katusze jakie swojego czasu, zwłaszcza na gramatyce, przeżywałam, dlatego musiałam poszukać sobie czegoś dodatkowego. Nie pamiętam jak wpadłam na to, by pomagać innym w nauce. Pamiętam za to początkowe wynagrodzenie w postaci 10zł/h, pamiętam wielu bardzo trudnych uczniów, pamiętam wiele momentów, w których odkrywałam w sobie nowe cechy i gdy w trakcie uczenia innych angielskiego, sama uczyłam się wiele w kontekście osobowościowym. Dziś chciałabym o tym trochę napisać, a ponadto udzielić kilku subiektywnych rad, jeśli kiedykolwiek myśleliście o udzielaniu korepetycji.

Udostępniłam ogłoszenie w Internecie, które potem opublikowałam też na Facebooku. Znajoma napisała mi, że nikt nie będzie zainteresowany korepetycjami, jeśli nie mam w tym kierunku wykształcenia wyższego, a poza tym, jest ogromna konkurencja i ten kto potrzebował korepetytora, już dawno go ma.
Trzy i pół roku udzielam korepetycji i:
1. Nikogo nie interesuje co skończyłam i co studiuję obecnie; rzecz jasna, jest taka opcja, że fakt, iż nie studiuję anglistyki może stanowić czynnik eliminujący moją osobę dla wielu potencjalnych „klientów”, ale chodzi mi o to, że najnormalniej w świecie da się znaleźć wielu chętnych, którzy nie sugerują się w wyborze jedynie skończonym kierunkiem,
2. Mimo „ogromnej konkurencji”, w przeciągu całego tego okresu nauczania, zawsze posiadałam minimum pięciu uczniów.

Wniosek: klasyfikujcie tego typu sugestie i komentarze innych na „mhm, dzięki za radę” i na „odrzucić w zapomnienie”, bo prawda jest taka, że chętnych zawsze znajdziecie, potencjalni uczniowie, bądź ich rodzice, to grupa bardzo zróżnicowanych ludzi i każdy z nich szuka kogoś innego. W moim ogłoszeniu zawarłam informacje o możliwość wglądu w dokumenty potwierdzające moje umiejętności językowe, ale nikt nigdy mnie o nie nie prosił. Co jeszcze powinno znaleźć się w ogłoszeniu? Sama prawda i tylko prawda:
-czego uczycie i na jakim poziomie,
-dostępne terminy wraz z godzinami,
-miejsce zajęć (jeśli u ucznia, to dochodzą kwestie dojazdu),
-długość zajęć,
-ewentualne doświadczenie,
-autentyczne cechy, które posiadacie, a które pożądane są w pracy z uczniem,
-opcjonalnie: informacja o fakturach, a także o zniżkach, o które rodzice pytają, w przypadku większej ilości dzieci,
-możecie również napisać, jeśli macie jakieś doświadczenie, jaki jest mniej więcej wasz target, np. ja uczę dzieci; jakby była potrzeba, by uczyć starszych, nie ma problemu, ale nie spotykam się z dorosłymi mężczyznami i uwzględniam to w ogłoszeniu.

Ok, mamy podstawowe informacje. Teraz przejdźmy do samych zajęć.
Praca z uczniem dorosłym rządzi się zupełnie innymi prawami niż praca z dzieckiem i wiem z doświadczenia, że jest dużo, dużo łatwiejsza. Wiek moich uczniów dotychczas to przedział wiekowy 5-24 lata, i z biegiem czasu i rosnącym doświadczeniem, zauważyłam, że odnajduję się w pracy z dzieckiem na tyle dobrze, że mogę podjąć się wyzwania. Spytacie – co to za wyzwanie nauczyć dziecka liczyć do stu czy wytłumaczyć mu najprostsze zasady gramatyczne? Pod względem merytorycznym – dla nas, nauczycieli, to żaden wysiłek, ale dla dziecka już często wręcz przeciwnie. Dorośli są różni, ale z reguły zachowują się na zajęciach stosunkowo podobnie. Między dziećmi są zaś kolosalne różnice w zachowaniu i to zmusza w pewien sposób korepetytorów do rozwijania umiejętności dopasowania się do każdego z nich. Przejdźmy do praktyki.

1. Dzwoni telefon. Rodzic poszukuje korepetytora dla swojego dziecka. Mogą być różne powody. Najczęściej – rodzice nie mają czasu, by pomagać dzieciom w nauce albo zwyczajnie nie umieją im pomóc. Taka telefoniczna rozmowa nie musi być długa, dobrze jest w jej trakcie upewnić się co do dogodnego terminu i miejsca, by ostatecznie umówić się na pierwszą lekcję.

2. Dzień przed pierwszymi zajęciami wyślij sms’a potwierdzającego. Nie dość, że będzie to wyglądało bardzo profesjonalnie, to będziesz mieć pewność co do ustalonego grafiku.

3. Postaraj się wrzucić na luz, bo dziecko stresuje się spotkaniem z tobą milion razy bardziej niż ty z nim, więc żeby szybko zredukować u niego napięcie, sam musisz bądź opanowany.

4. Przeznacz na pierwsze zajęcia nieco więcej czasu niż jak na standardową lekcję. Poproś rodzica/opiekuna o 10-15 minut na rozmowę na osobności. Zapytaj o oczekiwania jakie ma wobec ciebie i prowadzonych przez ciebie zajęć. To ogromnie ważne, ponieważ jeśli nie będziesz tego wiedział, jest prawdopodobieństwo, że poziom jaki narzucisz uczniowi na waszych lekcjach nie będzie odpowiedni, czyli może będzie za niski bądź za wysoki. Uwzględnij fakt, że korepetycje nie zmienią nagle ocen i podejścia ucznia do danego przedmiotu w magiczny sposób – to proces, który wymaga od ucznia wysiłku indywidualnego. Korepetycje to czas naprowadzenia, wytłumaczenia, powtórek, ale nie czas dokonywania cudów. Powiadom rodzica/opiekuna o sposobach nauczania, ale nie zapomnij dodać, że rodzic sam może sugerować ci inne sposoby. Przykład: Ty nie dajesz zadań domowych uczniom, a rodzic tego od ciebie oczekuje. Bądź więc gotowy na takie prośby i stosuj się do nich. Koniecznie powiedz rodzicowi, by zgłaszał ci na bieżąco wszelkie uwagi zarówno z jego strony jak i samego ucznia! To nie tylko ułatwi wam pracę, ale i podniesie twoje kompetencje. Nie da się rozwijać bez feedbacku, nawet jeśli chwilowo ci sprawi małą przykrość.

5. Jeśli trafisz na ucznia „trudnego”, często możesz usłyszeć, że przed tobą było już wielu korepetytorów i żaden nie sprostał pracy z owym dzieckiem. Nie zniechęcaj się, bowiem niestety wina leży najczęściej w złym podejściu korepetytora. Co to znaczy „trudne dziecko” w kontekście korepetycji? To dziecko, które przejawia wyjątkową awersję do nauki danego przedmiotu, dziecko, które ma zaburzenia psychologiczne, dziecko, które z racji otoczenia w którym dorasta, ma podstawowe problemy komunikacyjne, dziecko, które jest nadpobudliwe. Praca z takimi dziećmi wymaga dodatkowych cech, bez których trafisz do grupy nauczycieli, którzy zrezygnowali z nauki z tym dzieckiem. Zatem albo wyrobisz w sobie te cechy, albo rezygnuj, bo zarówno ty, jak i uczeń, doznacie niemałego stresu.

6. Każde dziecko jest inne. Staraj się wczuć w każde z nich. Jest bardziej spokojne i flegmatyczne czy raczej gadatliwe i ruchliwe? Na ile lubi ten przedmiot, którego go uczysz? Jeśli nie lubi wcale, dlaczego? A co lubi robić? W co gra, co ogląda, czego słucha? Im bardziej poznasz dziecko, tym prościej będzie ci dostosować do niego formę zajęć. Jeden z moich uczniów, mogę śmiało powiedzieć, nienawidzi angielskiego, którego się z nim uczę. Przez długi czas nasze zajęcia były bardzo nerwowe. Starałam się wprowadzić elementy rozrywki korzystając z gier edukacyjnych, ale z różnym skutkiem. Na pewnej lekcji postanowiłam wykorzystać karty Pokemon, z którymi mój uczeń nie rozstawał się na krok – skutek był taki, że oboje zapomnieliśmy, że godzina lekcyjna już dawno minęła. Mogła minąć kolejna i żadne z nas by tego nie odczuło.
Jeśli dziecko jest ruchliwe – zaangażuj go ruchowo! Ale nie wszystkie dzieci lubią występować „na scenie”. Inne wolą suche powtórki przy biurku. Musisz to wyczuć.

7. Uważaj z moralizatorskimi przemowami. Dobrze jest raz na jakiś czas wtrącić coś „motywującego”, ale pamiętaj, że po pierwsze – jesteś w tym momencie korepetytorem, a nie psychologiem, pedagogiem, a już na pewno nie jesteś rodzicem i wychowywanie dziecka nie leży po twojej stronie. Możesz tylko dostosować siebie do dziecka, nigdy odwrotnie. Po drugie – nie odejmuję dzieciom rozumności i inteligencji, ale trzeba mieć na uwadze, że nie pojmą w młodym wieku wielu rzeczy i jakkolwiek się postarasz o prosty w odbiorze język, one dalej nie zrozumieją np.: „po co im ten głupi angielski”.

8. Cierpliwość to jedna z najważniejszych cech korepetytora, i jeśli jej nie przejawiasz to nawet nie myśl o nauczaniu innych. I jest to wiele bardziej skomplikowane niż może się wydawać. Owa cierpliwość musi od ciebie bić w każdym możliwym aspekcie – gesty, ton głosu, mimika twarzy, reakcje. Dzieci bywają bardzo wyczulone na komunikaty niewerbalne, a ty, jeśli w istocie nie jesteś taki cierpliwy za jakiego się podajesz, możesz łatwo dać po sobie poznać, że w środku jesteś poirytowany do granic niemożliwości. Musisz być cierpliwy i koniec. Pamiętaj, żeby powtarzać dziecku, że jeśli czegoś nie rozumie – to ma to powiedzieć, nawet jeśli tłumaczyłeś mu to już sześć razy. Płacą ci za to, żeby wytłumaczyć nawet i piętnaście razy, jeśli będzie taka potrzeba.

9. Zawsze po wytłumaczeniu teorii, pytaj dziecka czy ją zrozumiał i bez względu na odpowiedź – sprawdź to w ramach zadania praktycznego, bo dopiero tu wyjdzie szydło z worka. Staraj się pracować jak najbardziej praktycznie się da. Uczeń w szkole ma już wystarczająco dużo pracy odtwórczej.

10. Chwal postępy! Można o tym zapomnieć, bo przecież mamy w głowie już od lat części ciała człowieka po angielsku, ale dla dziecka to nowość i jednocześnie sukces jak przyswoi całe to słownictwo.

To oczywiście nie jest wszystko, a ponadto większość z powyższych punktów wymaga osobnego rozwinięcia. Przed pisaniem tego posta nie wiedziałam, że jest tyle podtematów do poruszenia. Jeśli jesteście szczególnie zainteresowani rozbudowaniem którejś z poruszanych kwestii, dajcie znać, z chęcią to zrobię, bo z racji, iż post już jest długi, nie chcę dodawać do niego więcej treści o szczegółowym charakterze, mimo, iż jest jeszcze parę spraw, które mogłabym poruszyć.

Jeśli macie swoje własne rady, które wymagają dopisania do listy, piszcie w komentarzu. Wyraźcie swoją opinię co do tego co napisałam. Może z czymś się nie zgodzicie? Co uznacie za najważniejsze? Dawaliście kiedyś korepetycje? Czekam na wasz odzew!

Reklamy

16 comments

  1. Dawałem kiedyś korepetycje z angielskiego bez żadnego przygotowania pedagogicznego. Po tym, jak otrzymałem papiery na kształcenie języków obcych (mgr filologii francuskiej, hehe), doszedłem do wniosku, że wyrządzałem swoim podopiecznym krzywdę i raczej nic z moich ówczesnych lekcji nie wynieśli. Niebo a ziemia.
    Tekst propsuję, zgadzam się ze wskazówkami. Szczególnie z punktem szóstym: „Każde dziecko jest inne. Staraj się wczuć w każde z nich.” Ile dzieci, tyle metod nauczania. I nie ma dzieci nierozumnych, są tylko nieodpowiednie metody. Ewentualnie niekompetentni i niecierpliwi nauczyciele 😀

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ja prowadziłam korepetycje i uważam, że w pracy z dziećmi najważniejsza jest kreatywność. Wcześniej oczywiście tego nie wiedziałam, ze małe dzieciaki trzeba uczyć przez piosenki, rysunki itd, ale zachęcam wszystkich do metod aktywnych 🙂 Podpisuję się pod wszystkim, co napisałaś 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Bardzo przydatny tekst! Też udzielam korepetycji i bardzo to lubię! Mam nawet jednego ucznia, którego zaczęłam uczyć jak miał 10-11 lat, a teraz jest w liceum. Super długa relacja i zdecydowanie chłopak może być przykładem „from zero to hero”! A satysfakcja – ogromna!

    Polubione przez 1 osoba

      • Powiem Ci, że dość kompleksowo ujęłaś cały temat! Ja zawsze stawiałam na urozmaicone materiały i przede wszystkim na żywy język: filmiki, kreskówki, artykuły z gazet dla dzieci, gry i zbawy wszelkiej maści 🙂 Też miałam zasadę, że pierwsza lekcja była darmowa, bo chciałam określić chociaż wstępnie poziom ucznia i sposób w jaki lubi się uczyć. Oczywiście nie wystarczało w 100%, ale miałam jakiś pogląd. Rodzice rzadko kiedy potrafią określić poziom dzieci 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      • Dziękuję za komentarz 😉 Tak, faktem jest, że to często dopiero korepetytor ustali taki poziom dokładnie, ponieważ w szkole nauczyciel nie jest w stanie skupić się na każdym z uczniów, a rodzic zaś nie potrafi na tyle języka obcego. Cała nadzieja w nas! 😀

        Lubię to

  4. Uczę angielskiego już 9 rok, początki były trudne, ale z biegiem czasu to zajęcie daje mi coraz więcej satysfakcji. Zgadzam się ze wszystkim co zamieściłaś w poście, uważam że sposób w jaki uczymy się w szkole angielskiego, tylko nas do niego zniechęca, mnie skutecznie zniechęcił do kontynuacji studiów filologicznych;-) Przede wszystkim stawiajmy na komunikatywność i kontakt z językiem bo to najbardziej efektywny sposób nauki 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s