#34. Nigdy nie będę czarno-biała, czyli podsumowanie marca

W tym miesiącu słuchałam na zmianę tego czym dzieliłam się z wami w styczniu i lutym (Gedz i Bonobo), byłam w kinie na filmie Moonlight (zdecydowanie nie polecam, fenomen tego filmu według mnie jest absolutnie niewytłumaczalny), na YT oglądałam dużo Karoliny Sobańskiej (która mocno zainspirowała mnie do zmiany nawyków żywieniowych), a z książek mogę wyjątkowo mocno polecić pozycję O miłości (Zbigniew Lew-Starowicz). Wow, no i widzicie jak się ładnie można zmieścić w jednym zdaniu z podsumowaniem marca? 

Marzec był mieszanką dużą gorszą niż kwiecień ma w zwyczaju być co roku, a ponadto, tak jak kwietniowe zmiany pogodowe to coś, na co większość z nas się nastawia, tak moje marcowe zmiany humorów/stopnia motywacji/ambicji/przemyśleń osiągnęły w tym miesiącu poziom zatrważająco wysoki.

Poskutkowało to kilkudniowym totalnym brakiem nastroju, chodzeniem po kątach i narzekaniem, że do niczego się nie nadaję, po to, by na drugi dzień wstać i móc obdzielić motywacją pół świata. Kupiłam książkę Elementarz Stylu, gdzie Kasia Tusk napisała, że jeśli jednego dnia chodzisz elegancko ubrana, a drugiego przypominasz strach na wróble, to wskazuje to na brak stylu. Nie, nie, nie, wskazuje to na to, że jednego dnia mam rano czas, ochotę lub powód wyglądać lepiej, a drugiego mogę być zupełnie niezaangażowana w życie społeczne, co będę za wszelką cenę chciała zamanifestować otoczeniu.

I nie doszukiwałabym się tu jakiejś głębszej filozofii.
Tak samo w życiu.
Nie widzę takiej możliwości, bym przez 80 lat miała robić codziennie to samo. Nie zamierzam się określać kim będę w przyszłości, nie zamierzam konkretyzować moich upodobań w muzyce, modzie, literaturze czy ludziach. Przynajmniej nie na tę chwilę.

Jak byłam mała, nienawidziłam sera żółtego, wzdrygałam się na samą myśl, że miałabym go powąchać, a co dopiero zjeść. W wakacje pojechałam z koleżanką i jej rodzicami nad morze. Szykowała się ciężka podróż, bo w tamtych czasach cierpiałam na chorobę lokomocyjną. O dziwo, sama jazda w ogóle mnie wymęczyła, szczególnie, że okazało się, że czekają mnie dużo większe katusze – mama mojej koleżanki zrobiła kanapki i wszystkie były z serem żółtym. Na postojach, pod pretekstem „rozruszenia mięśni” chodziłam za stację benzynową do kosza i pozbywałam się sera, ale to niestety nie zawsze było możliwe i musiałam go jeść.

Dziś sera się już z kanapek nie pozbywam i jem go z ochotą. Jak ktoś może, sam o tym nawet nie wiedząc, zmienić nasze preferencje żywieniowe, to tym bardziej może wpłynąć na nasze postrzeganie świata. I tak, mam wrażenie, świat wymaga od nas byśmy byli czarni albo biali. Będąc po środku, nie dość, że kolory mogą być wyblakłe przez co jesteśmy niewyraźni, to jeszcze jesteśmy oklepani i niezdecydowani. Wybrać zielony czy niebieski?

Hołdujemy sukcesom w konkretnych dziedzinach; tworząc postanowienia na nowy rok, podkreślamy istotę konsekwencji w ustalonych działaniach, a gdy wstawimy jeszcze dodatkowo zdjęcie do internetu ukazując tym samym chęć przyłączenia do jakiegoś wyzwania, mówimy sobie No, to po ptokach. No nie mogę teraz się wycofać, bo co ludzie pomyślą? 

A ja nie widzę absolutnie nic złego z eksperymentowaniu, próbowaniu nowych rzeczy, tylko po to, by stwierdzić, że to nie to i by zaraz zacząć coś kolejnego. Uważam, że jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy w życiu – odkrywać wszystko co się da. Jak znajdziesz jedną dziedzinę, której będziesz chciał oddać się w życiu i pozostaniesz jej faktycznie wierny, super, gratulację, ale moje serce osobiście nie jest jeszcze na tyle lojalne.

Marzec był dla mnie o tyle ciężki, że gdy po odstawieniu w kąt różnych „dodatkowych zajęć”, które przysparzały mi wiele stresu i obowiązków, zdałam sobie sprawę, że zupełnie nie wiem co robić z wolnym czasem i okazało się też, że uzależniłam się od tego pędu za poczuciem ambicji i ciągłej aktywności. Slow life? Jaki slow life, panie, kto ma czas na to, więcej!, kto ma odwagę tak żyć?

Mój mały światek doznał jakby zderzenia z meteorytem, bo dałam sobie prawo do robienia dokładnie tego czego chcę, dałam sobie prawo do odkrywania siebie na tyle, by móc zrezygnować z tego, co jest według mnie dla mnie nierozwijające lub stresujące i powiesz, że to jest bardzo wygodne i egoistyczne podejście i zapytasz: czy tak się w ogóle da, zapytasz: Kasia, a za co wyżyjesz, pracę też tak zamierzasz zmieniać co chwilę jak ci się poprzednia znudzi?

W pierwszej chwili bym powiedziała Nie no, bez przesady, pracę sobie znajdę stałą, a w drugiej chwili bym się poprawiła i odpowiedziała Kto wie? Kto mi narzuca jak ja mam żyć? Kto mi każe żyć według schematów? Ludzie z powodu braku pomysłów czy braku odwagi czy czasu, żyją tak jak żyje 98% społeczeństwa. Ludzie boją się zmian, boją się ryzyka, boją się, że coś stracą, a co mają wielkiego do stracenia? I ja tego nie oceniam, to ci ludzie się źle czują, ale za dużo w nich przekonania, że nic lepszego na nich nie czeka. A co to znaczy „coś lepszego”? Nie, nie rozwój osobisty, nie pieniądze, nie kariera, może coś lepszego to malowanie obrazów w lesie, może to tworzenie muzyki na komputerze, może to czytanie książek w kawiarni, może rozwijanie swoich umiejętności, może zwykłe spełnianie siebie bez konieczności łączenia tego z wielkim HALO NA SKALĘ CAŁEGO ŚWIATA I INTERNETU.

Dziś interesujesz się tym, a jutro czym innym? Super, znajdziesz więcej ludzi chętnych do rozmowy, bo będziesz mieć większą wiedzę na temat świata oraz większą tolerancję na zainteresowania innych.

Pewnie nic odkrywczego nie napisałam, jednak ostatnio dostrzegam w ludziach frustrację wywołaną brakiem świadomości tego co chcieliby robić oraz poczuciem, że to co robią ich w pewien sposób męczy. Przecież każdy z nas ma szeroki wybór możliwości – możesz robić wszystko co sobie wymarzysz! A może właśnie ten wybór nas przytłacza?

Dajcie znać co sądzicie.

Reklamy

7 comments

  1. Chyba do osiemnastych urodzin nienawidziłam jogurtów. Potem był taki okres, że jadłam jeden dziennie. Aż żal pomyśleć, co by było gdybym nie postanowiła sprawdzić, czy na pewno dalej tak mocno wszystkich jogurtów nie lubię…
    Strasznie żałuję czasem, że nie mam takiej jednej, jedynej pasji, której bym się poświęciła. Ale w sumie, lubię robić różne rzeczy, próbować i stwierdzać, że coś nie jest dla mnie albo, że mi się po jakimś czasie zwyczajnie znudziło. Wierzę w myślowy płodozmian, różnorodność sprzyja procesom myślowym, przynajmniej moim. Szkoda, że ludzie czasem nie potrafią tego zrozumieć.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Ludzie często mówią: „Takie jest życie”, „życie jest szare” etc. Jakby ono samo żyło swoim życiem, było osobnym tworem. Niestety, mało nas ma świadomość tego, jak wielki mamy na nie wpływ – poprzez to co myślimy, to, co robimy i jakie wyznaczamy granice np. relacji. Ja niemal od razu takich ludzi rozpoznaję, hehe 🙂
    Ja wiem jaki mam w życiu cel, co chce osiągnąć, a kiedy to nastąpiło okazało się, że praca, która zajmuje mi większość czasu wcale nie jest najważniejsza na świecie 🙂

    Lubię to

  3. Bardzo fajny tekst o bardzo istotnym problemie uginania się pod presją środowiskową. Kwestia, którą poruszasz, nurtowała filozofów, naukowców, psychologów i zwykłych ludzi od wieków, przybierając przeróżne formy: dokąd zmierzam?; dlaczego jest mi tak ciężko?; co właściwie chcę robić? Jakkolwiek to sformułujemy, chodzi nam o poczucie ukontentowania i przydatności, zaś utarte systemy (pracy, edukacji, organizacji wolnego czasu itd.) na pewno wolny wybór ograniczają, o ile go nie zabijają.

    Wspomniałaś o strachu przed zmianą… Jestem przekonany, że właśnie obawa przed zmianą jest głównym, ogromnym hamulcem odkrycia osobistych talentów. Wachlarz elementów (reklama, filmy mainstream, pazerność producentów itd.) narzuca utarte szablony (stylu, zachowania, sukcesu, szczęścia), które ad nauseam powtarzane w środowisku (przez ludzi podążających promowaną drogą) natężają nacisk – wyrwanie się z tej kompulsji kopiowania wymaga odwagi.

    Historia z serem podkreśla złudność osobistych poglądów, to znaczy czasami tylko myślimy, że czegoś nie lubimy (albo lubimy), bo tkwimy właśnie w jakimś wyuczonym przekonaniu. Warto eksperymentować, warto podejmować zdecydowane kroki, warto nieprzerwanie się odszukiwać – zgadzam się 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s