#39. Moje życie jest jednak antyrozwojowe? Czyli podsumowanie kwietnia i maja

Otwieram kalendarz na kwietniu. No dobra, co my tu mamy. Trzeba znaleźć coś atrakcyjnego, co by móc potem pochwalić się na blogu. Rozwój? No przecież! Cały czas się rozwijam, tylko chwilę poczekajcie, zerknę do kalendarza!
Zajęcia od 9:30 do 15:00 w piątek, o! Niespotykane, że w ogóle były jakieś zajęcia (post o studiach za rok, tylko przypomnijcie).
Korepetycje – uczniów trzech.
Zadania na dziś – zwykle związane z biblioteką, coś oddać lub coś wypożyczyć.
Spotkania – tego jest mało, nie ma sensu zapisywać, może, że lekarz, basen czy solarium, ale nie jestem pewna czy to pod tą kategorię można podpiąć.

Przeglądam tak cały kwiecień i cały maj i stwierdzam, że moje życie to jednak jest straszne antyrozwojowe. To co przeczytałam, widzicie – Orwella i Między psychologią, psychoterapią i filozofią praktyczną (posty na podstawie tej drugiej jeszcze będą), obecnie czytam podobno śmieszną komedię, mając poczucie zmarnowanego czasu, bo ni to zabawne, ni rozwijające, ale daję sobie luz i czytam w ramach relaksu z kategorii „odmóżdżenia się”. Obejrzałam Dwa Dni w Paryżu – bo Paryż, bo fajny aktor, aktorka też taka paryska, ale niestety kilka na prawdę śmiesznych wstawek nie zdołało obronić niskiego poziomu żartu na tle seksualno-naturalistycznym. Nie o to chodzi, że na siłę wzbraniam się od przyziemnej tematyki, która mnie NIE ROZWIJA, ale zetknięcie się w krótkim odstępie czasowym z marnym filmem i słabą książką, to już lekka przesada i zachwianie mojej intelektualnej równowagi (błagam, wyczujcie ironię). Ale tak na poważnie: może to dziwne/głupie/śmieszne, ale nie lubię spędzać czasu na coś, co w konsekwencji nie zmieni chociaż na chwilę mojego stanu psychofizycznego.

W kwietniu odwiedziłam Paryż i zobaczyłam trochę Niemiec.

Wzbogaciłam jeden z kilku pustych zeszytów o notatki z powtórek z filozofii – jest tego sporo, jest kolorowo, dużo karteczek z Pepco i dużo różnych, prawdopodobnie zbędnych mi informacji, które przydadzą mi się prawdopodobnie tylko na egzaminie z filozofii (o ile egzamin w ogóle się odbędzie, post o studiach za rok, tylko przypomnijcie).

Wniosek? Czas bardzo szybko mija. Te dwa miesiące przeleciały tak szybko. Zaraz znowu będzie padać śnieg.
Jest 23:48 i mam wielką ochotę na kawę. W kalendarzu znowu – zajęcia, korepetycje i kilka zadań. Jedno nieodhaczone (przeczytanie najgorszego opracowanie Fromma ever), bo wolałam czytać tę podobno śmieszną komedię, zerkając jednocześnie na kolejne książki do sprawdzenia. No niewiele się zmieniło od dwóch miesięcy. Czy mam się z tego powodu biczować? Czas bardzo szybko mija, carpe diem i te sprawy, ale nie dajmy się zwariować. Mimo, że w czasie tych dwóch miesięcy, większość dni była produktywna i nie leżałam brzuchem do góry, to jeśli zdarzały się takie momenty – nie czułam się jakoś specjalnie źle. A przynajmniej nie aż tak źle jak kiedyś. Dojrzewam. Mniej pędzę. Czy to rozwój? No ba.

Daleko mi jeszcze do ekspertki od slow life, bo w momencie gdy opracowuję tekst na zajęcia na studia, to jednocześnie siedzę na Instagramie i zmieniam ikony wpisu na blogu, a jak mam obrotny dzień to i jeszcze coś podjadam, albo maluję jedno oko. Bezmyślny multitasking to raczej nic czym powinnam się chwalić, ale chyba wiecie, że daleko mi do sztuczności i nieautentyczności na tej stronie.

A jak tam Wasze życie? Pochwalcie się, ja na prawdę jestem ciekawa!
Książka z konkursu trafia do Rudej Wstążki! Chociaż przyznam, że losowanie zwycięzcy z aż dwóch osób nie stanowiło dla mnie zbyt wielkiej frajdy, tyle Was tu wchodzi i na prawdę nikt nie chce książki za free? Przemyślę dalsze konkursy, bo się mało staracie Rozwojowcy!

Do zobaczenia z czerwcu.

Reklamy

11 comments

  1. Praca, studia, weekendy. Moje życie tak wygląda. Lubię swoją pracę (wow!), studia (no mogłyby być lepsze), a weekendy mam zawsze udane, organizuje sobie czas a to koncerty, wyjazdy za miasto z chłopakiem, a nawet jak leżę do góry brzuchem z książką w ręku to i tak uważam, że miałam świetny weekend! 😀 Super artykuł! Pozdrawiam i miłego dnia!

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Oj tam, czasem trzeba ulec słabościom. Ja też niestety mam wyrzuty sumienia, gdy robię coś, co mnie nie rozwija. Czegoś nie porusza albo czegoś nie wnosi. No ale tak na pełnej parze to się nie da. Mimo slow Life i minimalizmu, zdarza mi się robić kilka rzeczy na raz. Nie biczuj się!

    Polubione przez 1 osoba

    • Nie biczuję! Wrzucam na luz, przynajmniej mocno się staram, człowiek gupieje jak ma za duże wymagania wobec siebie. Życzę Tobie i sobie dużo spokoju, mimo jednoczesnej wysokiej aktywności 😉

      Lubię to

  3. Czasem mnie łapie myśl, że mogłabym być bardziej produktywna, więcej czasu spędzić na poznawaniu nowych rzeczy i w ogóle, ale potem i tak stwierdzam, że nie będę przecież nocy zarywać i na siłę oglądać naukowych programów w telewizji, bo co mi taki „rozwój” na siłę da?

    O jaaa, raz w życiu mi się coś wygrać udało 😀 Jak miło 😀

    Polubione przez 1 osoba

  4. Ja w ostatnim czasie ciągle miałam w głowie, że muszę nauczyć się tego, zrobić to, powtórzyć jeszcze tamto żeby nie czuć się winna, że nie robię tego wszystkiego i marnuje czas albo kogoś zawiodę, ale ostatnio dałam sobie spokój. Nie pędzę tak i nie staram się wszystkich zadowolić (to znaczy pracuje jeszcze nad tym, ale jestem na dobrej drodze:). Grunt to czuć się dobrze na co dzień, bo o to chyba chodzi 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s