#43. Zapadło mi się płuco

22 czerwca, czwartek. Normalny dzień, nawet do końca nie pamiętam co robiłam, po za tym, że wieczorem próbowałam zrobić powtórkę z materiału z języka angielskiego z dwóch lat na końcowy egzamin pisemny, który miał odbyć się o godzinie 9:00 dnia kolejnego. Kobito, masz prawie 23 lata i dalej sobie to robisz. Zamknęłam wszystkie pomoce naukowe i położyłam się spać. Zero stresu, no halo, to tylko angielski. W łóżku jakieś dziwne bóle klatki piersiowej, brzucha, pleców. Hahah, no uspokój się, to tylko angielski, przecież zdasz!

Kolejny dzień. Egzamin jednak był na 10:00. Napisałam go w 45 minut. Wyszłam jako pierwsza. Na dworzec szłam z płaczem. W pociągu kłębek nerwów, płacz, modlitwa. Kłucie klatki piersiowej, nie do wytrzymania. Przychodnia, lekarz, EKG. Ma pani neuralgię międzyżebrową (nerwoból). Recepta na leki przeciwbólowe i skierowanie na podstawowe badania po weekendzie. Dom. Odpoczynek. Obiad.
Nagle, kłucie w środku klatki. Kaszel. Płytki oddech. Tętno jak po maratonie (Piter, największym maratonie świata!). Lekarz. Czekanie. Stres. Wizyta. Wzywamy karetkę. Szpital. Zdjęcie rentgenowskie. Ma pani ogromną odmę płucną. Czy wyraża pani zgodę na zabieg operacyjny?

Mam w sobie trochę hipochondryczki, przyznaję się. Bardzo skupiam się na swoim ciele pod względem zdrowotnym, wszelkie nowe bóle od razu wychwytuję, skupiając się na nich do tego stopnia, że już sama nie wiem czy to nie siedzi tylko w mojej głowie. Do tego mam częste bóle głowy i alergie [nawet teraz jak to piszę, apsik!]. Nie googluję objawów, bo wiem, że to mnie tylko jeszcze bardziej nakręci. Taka ze mnie trochę panikara. Jednak NIENAWIDZĘ, gdy ktoś, a już nie daj Boże, lekarz, wszystkie bóle tłumaczy stresem. Proszę sobie zrobić kąpiel, zapalić świeczkę i wypić melisę. W mniej więcej taki sposób potraktował mnie pierwszy lekarz w nieszczęsny piątek, 23 czerwca, na kilka godzin przed tym jak trafiłam do szpitala, blada od niedoboru tlenu w organizmie.

Nie chcę się tutaj żalić czy narzekać. Moi bliscy przyjęli sporą dawkę mojego bólu podczas ostatnich dni. Byłam w szpitalu prawie tydzień. W skrócie: zapadło mi się płuco, ponieważ do opłucnej dostało się powietrze (uprzedzam pytania: odma była samoistna). W leczeniu miał pomóc mi drenaż jamy opłucnej, dren (rurka) o średnicy ok. 1 cm i długości ok. 30 cm, zostaje wprowadzony do opłucnej i zaszyty szwami do ściany klatki piersiowej. Boli? Boli. Prawie zemdlałam na stole. Dren jest podłączony do urządzenia, które zasysa zgromadzone powietrze. Wygląda jak torebka, nosi się je za rączkę. Śmiejesz się z pielęgniarkami, że to gustowna torebka Chanel, ale tak naprawdę masz ochotę kopnąć te pudło, aż wyląduje na drugim końcu korytarza, no ale wizja rozwalenia szwów, wypadnięcia drenu, widoku krwi, omdlenia, nieee, dobra, pokornie nosisz torebkę. Miałam koszmarne momenty. Ból nie do wytrzymania, migreny, brak snu, wymioty. Nic nie jadłam, tylko tabletki, zastrzyki, antybiotyk. Jak trzeciego dnia zjadłam kilka winogron, to zwymiotowałam wszystko trzy godziny później. Dren miałam po prawej stronie obok piersi od zewnętrznej strony. Leżałam więc cały czas na plecach w jednej pozycji zasypiając i w tej samej się budząc.

Okrojona, treściwa historia z pobytu. Wnioski? Sporo, no wyobraźcie sobie prawie tydzień leżenia w łóżku. Może te migreny to z tego myślenia, haha.

Po pierwsze, wniosek i rada dla was. DBAJCIE O SIEBIE. Jak jesteśmy młodzi i nic poważnego nie dolega nam ani naszym bliskim to w ogóle o tym nie myślimy. Nie dziwię się, co się mamy dołować chorobami, jak wszystko jest dobrze. Chodzi mi jednak o racjonalnie zdrowy tryb życia. Wszelkiego rodzaju używki, złe odżywianie, brak aktywności fizycznej, stres. Nie chcę dołączyć do grona pouczających fitnesiar, bo tu nie chodzi o wygląd (choć w pewnej mierze też), ale o ZDROWIE, które dopóki się nie pogorszy, nie myślimy o nim. Bla, bla, bla. Gadaj sobie gadaj. Człowiek musi doświadczyć bólu, takiego, że nie ma już nawet sił płakać, musi leżeć zarzygany, otumaniony lekami, sikający do baseniku, blady od wycieńczenia. Homo est animal rationale. Ta. Homo est zakuta pała. Żremy co popadnie, mało śpimy, palimy, chlejemy, ból? – tabletka, zmęczenie? red bullik, stres? – wódeczka. A potem Kurczę, ja nie wiem skąd te bóle głowy się u mnie biorą. Google. O nie, to na pewno rak! Nie, pacanie. Traktujesz swoje ciało jak odpadek. Niestety, dopiero rak da ci motywację, bo to drugie cię nie przekonuje.

Nie zwracam się do nikogo personalnie, nie mówię nawet kierując się konkretnie do WAS, mówię o NAS, o wszystkich przedstawicielach gatunku ludzkiego, podobno rozumnego.

Wniosek drugi, nawiązujący do drugiego. Badajcie się. Podstawowe badania wystarczy zrobić raz w roku. Nie lekceważcie swoich bóli i nie dajcie się zignorować przez znieczulicę niektórych lekarzy. Wiecie co usłyszałam na kilka godzin przed szpitalem w przychodni w Katowicach, gdy prosiłam o skierowanie na badania podstawowe? Po co pani? Pani jest przecież młoda, nic pani nie dolega.
Dbajcie o ciało, o to co jecie, co pijecie. Racjonalnie. Ja zaczęłam oglądać ostatnio Jerzego Ziębę. Co o nim myślicie? Na sferę emocjonalną polecam wam Roberta Rutkowskiego, polskiego psychoterapeutę. Dajcie sobie czas na odpoczynek, na hobby, odpowiednio dużo czasu na sen.

Wniosek trzeci. Jak już poczułam się lepiej, mogłam sama wychodzić do łazienki, a nawet na zewnątrz, zaczęłam doceniać bardziej „małe” rzeczy. Że mama przyniosła mi pyszne truskawki. Że mamy mały parczek z tyłu szpitala. Że w końcu zaczęłam jeść więcej zupy niż trzy łyżki. Że odwiedza mnie troskająca się rodzina. Że w ogóle ją mam. Że mogę już chodzić z mniejszym bólem. Że pielęgniarka się do mnie życzliwie uśmiechnęła. A kiedy wyjęli mi dren, chodziłam z uśmiechem cały czas, obdarowując nim każdego korytarzowego przechodnia. Niektórzy pewnie pomyśleli, że pomyliłam szpitale, bo co się młoda śmieje jak głupia do sera. Ale co mnie to tam obchodziło. Cieszyłam się ze wszystkiego. Miałam urodziny 26 czerwca. Przyjaciółka przyszła z prezentami. Jednym z nich była foto książka. Przez śmiech, dren uwierał i bolał pięć razy bardziej. Jednak książkę obejrzałam chyba z 15 razy tego dnia. Cieszyłam się jak dziecko. Dostałam parasolkę w mopsy! W mopsy! Czy to nie jest cudowne?
Chyba wiecie jaki wniosek z tego płynie?

Dziś wyszłam. Wróciłam do domu, umyłam się (w końcu sama!), umyłam głowę (w końcu sa… nie, po prostu w końcu), zrobiłam glinkę na twarz i porządki w portfelu. Jak napiszę ten tekst, zatopię się w krainie Youtube i planów na najbliższy czas. Slow life? Trochę przymusowy. Dziękuję życiu za lekcję. Oby nie wróciła nigdy. Nie chcę mieć torebki Chanel. Nabieram powietrze, jeszcze nieśmiało, bo przy głębokim wdechu trochę boli. Co jakiś czas podnoszę bluzkę i patrzę, czy opatrunek dobrze zakrywa ranę po drenażu. Jem wolniej. Co jakiś czas patrzę za okno i klnę na pyłki, przez które kicham i daję umysłowi chwilę na, nazwijmy to zabawnie, zadumę. I cieszę się. Lekcjo, nie wracaj. Dałaś mi wiele. Żadna książka o minimalizmie by mnie tyle nie nauczyła.

Dziękuję Bogu, rodzinie i znajomym za wsparcie.
Na dniach krótka relacja z wypadu do Warszawy.

Co się dzieje u was moi czytelnicy? Piszcie!

Reklamy

20 comments

  1. Najlepsze powody do zmiany starych nawyków są własne przeżycia.Czasami nie warto na nie czekać, a raczej skorzystać z tego typu doświadczeń innych osób. Pod tym względem bardzo wartościowy tekst.
    Dużooooo zdrówka ❤

    Lubię to

      • Ta historia może być i długa i krótka. W to miejsce pasuje krótka. Stres, wycieńczenie i upór spowodowały, że z samochodu jeszcze wyszedłem sam, ale z mieszkania, to już karetka mnie zabrała. Trzy dziury w opłucnej i prawe płuco zapadnięte do połowy, – 6 kg. 11 dni w szpitalu, 3 miesiące rehabilitacji.

        Lubię to

      • U mnie zdiagnozowano zapalenie płuc, ale nigdy nie udało się zidentyfikować patogenu, który je wywołał.
        Piszę o tym (w sumie dość osobista sprawa), żeby potwierdzić Twoje słowa – świadome ignorowanie sygnałów od ciała „już nie mogę, chcę odpocząć” może doprowadzić do bardzo poważnych konsekwencji. Śmiem twierdzić, że im jest się silniejszym, tym granica, za którą możesz pchnąć swoją wydolność jest dalej. Ja na dzień przed wylądowaniem w szpitalu byłem pobiegać na nartach (-8 st C). Im jesteś silniejsza (pozornie) tym więcej objawów możesz zignorować.
        P.S. nie wiem, czy Twoi inni czytelnicy, chcą akurat o rehabilitacji się dowiedzieć, dlatego sugeruję priv.

        Polubione przez 1 osoba

      • Masz rację, widywałam w szpitalu takie przypadki.. ilekroć zdarzało mi się spotykać z kimkolwiek poniżej czterdziestego roku życia, okazywało się, że najprawdopodobniej hospitalizacji dałoby się uniknąć, jeśli pacjent w porę by zareagował. Jednak to osobny temat, bo taki brak reakcji może być uwarunkowany różnymi czynnikami, nawet zewnętrznymi jak jakość służby zdrowia czy, wspomniana tylko przeze mnie, znieczulica lekarzy.
        Czuj się wolny do skorzystania z wybranej drogi komunikacji internetowej i pisz w wolnej chwili.

        Polubione przez 1 osoba

  2. Zdrowia raz jeszcze!

    Jak leżałem w szpitalu i miałem w sumie wychodzić, przechadzałem się po korytarzu słuchać Lou Reeda „Perfect Day”. Polecam. Co prawda nie polecam szpitali, ale może ten kawałek podniesie Cię na duchu 🙂 Prosty w wymowie, między innymi o cieszeniu się z małych rzeczy.

    A po maratonie wcale aż tak wysokiego tętna nie ma 😀 Tzn. zależy jak się biegnie, hehe.

    Lubię to

    • Dzięki!

      Rzecz jasna posłucham, chociaż wcale mi nie jest smutno. Jestem już w domu, szczęśliwa i nastawiona bardziej pozytywnie niż przed tym całym zajściem. 🙂

      Heh, ja z tych co po przebiegnięciu 500 metrów już konają, więc wiesz, „hehe” 😛

      Polubione przez 1 osoba

  3. Szybkiego powrotu do zdrowia! To wcale nie lada wyczyn wyciągnąć pozytywne wnioski po tak bloesnym i nieprzyjemnym przeżyciu. A w Twoim tekście ponad wszystko wybija się uśmiech. Też bardzo lekko i ciekawie napisane. Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s